HighHopes

Wielkie nadzieje

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Sawanna właśnie czekała na lotnisku by odebrać Justina z jego trasy koncertowej. Ubrana była w białe obcisłe spodnie, morelową koszulkę i czarne szpilki. Czarne podkręcone włosy bezwładnie leżały na jej ramionach. Pod pachą miała czarną kopertówkę a w dłoni biały iPhone. Widać, że była bardzo nerwowa. Dlaczego ?
Może jej jutrzejrzą sprawą rozwodową ? może tym, że boi się
że John napadnie na nią w każdej chwili ?
Prawda jest taka, że Sawanna zmieniła się o 180 stopni, a wszystko zaczeło się gdy poznała Justina. Dzięki niemu otworzyła oczy, i zaczeła walczyć. Co prawda trochę za późno, bo nie zdąrzyła uratować swojej córeczki. I to chyba najbardziej ją bolało. Widać, że męczyła się z Johnem bo miała nadzieję, że on zmieni się gdy tylko zobaczy małą.
Błąd. Zabił Jezzy i prawie Sawannę. Dziewczyna codziennie chodziła na 4 godzinne treningi by być przygotowaną na atak ze strony Johna. Gdy masz takiego męża, musisz być przygotowana na niemożliwe. Z jej oczu zaczeły wypływać słone łzy, gdy stała, nerwowo ściaskając telefon w dłoni. Szybko otarła łzy, gdy zobaczyła jak samolot Justina ląduje. Szeroko uśmiechneła się na samą myśl, że zaraz zobaczy swoją miłość. Miłość, którą znalazła, przechodząc przez piekło. Po kilku minutach Justin, wyłonił się zza czarnych drzwi. Szeroko się uśmiechnął i odrazu pobiegł w stronę Sawanny. Ta zrobiła tak samo i z płaczem, rzuciła się w jego silne ramiona. Szatyn zamknął oczy, łapiąc swoją dziewczynę w talii.
- Kocham Cię- szepneła
- Ja Ciebie też- powiedział, gładząc jej włosy
- Tak bardzo tęskniłem- powiedział, odsuwając się od niej, by móc spojrzeć w jej piękne brązowe oczy.
No tak, w końcu nie widzieli się miesiąc. Równe 30 dni.
- Ja też Justin - odpowiedziała
Szatyn szybko wpił się w jej usta, co Sawanna szybko odwzajemniła. Była godzina 23.05 a na lotnisku, zrobił się dziwny sztuczny tłum. Zakochani byli tak zajęci sobą, że nawet nie zauważyli jak grupka umięśnionych mężczyzn otacza ich w kole.
- Koniec tego gołąbeczki
Szybko oderwali się od siebie a ku ich oczom ukazał się John.
Na lotnisku nie było nikogo oprócz Johna i jego ludzi.
Sawanna głośno przełkneła ślinę, widząc że zaraz może stać się najgorsze.
- Myślisz że mnie oszukasz ? ! - krzyknął
Wszystkie żyły można było zobaczyć na jego szyi i zaciśniętych pięściach.
Justin odrazu wyminął Sawannę idąc w stronę Johna.
Miał złość wymalowaną na twarzy a krew pulsowała w jego żyłach. Szybko jednak rzucili się na niego ochroniarze Johna. Można był się zapytać gdzie są ochoroniarze Justina ? Zostali w samolocie, gdyż Justin planował małą niespodziankę dla Sawanny, jednak teraz prawdopodobnie jej nie zrealizuje. Upadł na ziemię, gdzie został przytrzymany.
Sawanna szybko zareagowała biegnąc w stronę Johna.
- Czego Ty chcesz huh!? - krzykneła, popychając go dłońmi
Chłopak zaśmiał się szyderczo, podczas gdy jej twarz wypełniała nienawiść.
- Ciebie kochanie - powiedział poważnie
- Jesteś pojebany - odezwał się Justin
John się tylko zaśmiał, skupiając swój wzrok na Sawannie.
- Zabiłeś Jezzy! moja małą Jezzy! - zaczeła płakać
- Naprawię to, Saw, obiecuję - powiedział, biorąc jej twarz w dłonie
Dziewczyna szybko się odsuneła i z całej siły uderzyła do pięścią w twarz. Uśmiechneła się sama do siebie, gdy twarz Johna zrobiła się czerwona ze złości. Prowokowała go.
- To Ty mnie zdradziłaś z Tym gnojem !- splunął, patrząc na Justina
- JA?! - nie mal krzykneła
- Ja Cię zdradziłam?!- powtórzyła, śmiejąc się
Odwróciła się do niego plecami, a jej wzrok spotkał się ze wzrokiem Justina.
- Ile ich masz ? ile ich miałeś ? - zapytała, odwracając się napięcie
- Czy to ważne ? - zapytał
Sawanna ponownie, wzieła zamach, uderzając go w twarz.
- Na Twoim miejscu bym tego nie robił - odparł John
Natomiast Justin wyrywał się z uścisku 4 mężczyzn. Na marne.
- No chodź- odparła z pół uśmiechem
Gdy nie usłyszała reakcji, ponownie uderzyła go w twarz.
- Dajej John, kiedyś lepiej Ci to szło - zaczęła się z niego śmiać
- Chcesz się bić ? - zakpił
- Jak mężczyzna z mężczyzną ? - zapytał
- Kobieta - poprawiła go i kolejny raz uderzyła go w twarz
Tym razem z nosa Johna, zaczeła lecieć krew.
Zaczął wycierać cieknącą krew, rękawem swojej białej koszuli.
- O nie, on krwawi- zakpiła
- Sawanna ..- zaczął Justin, widząc że zaraz może stać się najgorsze
John wziął zamach, przed którym kobieta się obroniła.
- Co z Ciebie za mężczyna John? nawet pożądnie walnąć nie potrafisz!
- Nie chcesz tego skarbie - powiedział
- Nie mów do mnie skarbie, gnoju - spluneła
Wtedy John zaśmiał się i odwrócił do niej plecami.
Dziewczyna zmarszczyła brwi, ale po chwili dostała tak
mocno pięścią w twarz, że upadła na ziemię.
- Zabiję Cię kurwa! - krzyknął Justin
- Czekam Bieber - zaśmiał się
Sawanna szybko wstała, odgarniając włosy.
- I jak, może być? - zapytał
- Słabo - zakpiła
- Wiesz John .. tak teraz myślę... Twoją matkę zabił i zgwałcił. Twój ojciec a nie jakiś Bruno, który teraz siedzi w więzieniu. Ciało Johna zesztywniało, a twarz zrobiła się blada. Dziewczyna czekała na taką reakcję i odrazu uśmiech pojawił się na jej twarzy.
- Uciekła, on złapał ją w ciemnej uliczne Mild Street, zgwałcił i zabił. Przeciął jej tętnicę ostrym nożem. - mówiła chodząc, wokół jego ciała
- Jesteś taki sam jak on - dodała, stając przed nim
- Możecie go zabić- warknął John do swoich ludzi
Oczy kobiety, zrobiły się duże. Szybko kopneła go w kroczę, gdy ten pod wpływem bólu upadł na ziemi.
- Cofaj to kurwa ! -wrzasneła
- Nie - zakpił
Zaczeła okładać go pięściamy, gdy Justin bacznie obserwował
Sawannę. Nie poznawał jej.
- Cofni! - powiedziała przez zaciśnięte zęby, celując pięścią w stronę twarzy swojego męża
- Cofni albo Cię zabiję! - wrzasneła
Do jej głowy została przyciśnięta broń, przez jednego z ochroniarzy.
- Brawo Richard - zaśmiał się John
Została ubezwłasnowolniona przez trzy krotnie silniejszych od niej. Dopiero wtedy zauważyła, że Justin leży stulony w krwi. Został pobity do tego stopnia, że nie mógł się ruszyć.
Sawanna zaczeła płakać, wiedząc że przegrała walkę z mężem tyranem. Została wsadzona do czernej furgonetki a jej dłonie i nogi, zostały związane szarą taśmą. Była nieobecna podczas, gdy John siedział obok niej. Przytulił ją a ona płakała, wiedząc że straciła Justina. Znowu stała się ofiarą Johna, od którego już nigdy nie ucieknie.
- Będzie jak dawnej Sawanna, kocham Cię i założymy rodzinę ..- mówił do niej, gładząc jej włosy
Płakała, ledwo słysząc co do niej mówi.
Siedziała bezradna, nie wiedząc co robić.
- Będziemy mieli małą Jezzy
Po tych słowach Sawanna jakby obudziła się z amoku.
Wziął ją na ręcę i wprowadził do wielkiego domu.
Dziewczyna udawała wykończoną, jednak w głowie planowała już
ucieczkę. Położył ją na wielkim łóżku w sypialni.
- Idzcie do domu, nie będzie już problemów - powiedział do ochroniarzy
Wziął do ręki nóż i przeciął taśmę, ściągając z jej drobnego ciała. Sawanna udawała że śpi, podczas gdy on gładził ją po policzku. Czuła obrzydzenie, jednak nie mogła tego ukazać.
- Jeśli ja Cię nie będę miał, to on też - szepnął
Te słowa sprowokowały Sawannę na tyle, że szeroko otworzyła oczy i zeskoczyła z łóżka.
- Problem w tym John, że ja Ciebie nie chcę - powiedziała poważnie
- Ja chcę Justina - dodała
Szybko wybiegła z pokoju, po chwili znajdując się na dole.
Złapała za kluczyki i wybiegła z domu.
Nacisneła zielony przycisk a samochód wydał z siebie dźwięk, dzięki któremu, wiedziała do jakiego samochodu wsiąść. Jechała najszybciej jak tylko potrafiła, jednak John był tuż za nią. Zacisneła pięści na kierownicy i skręciła w jedną z uliczek. Chciała ucieć, lecz nie widziała gdzie dokładnie jechać. Zauważyła, że Johna nie ma już za nią więc, stanowczo zwolniła i zatrzymała się na jednej z ulic. Wyciągneła z kieszeni spodni, telefon
i odrazu wybrała numer Justina. Odebrał jednak nie usłyszła jego głosu.
- Justin kochanie, powiedz że to Ty- zaczeła szlochać
- Sawanna nic Ci nie jest ? - odparł po chwlili
- Nic mi nie jest, a Ty gdzie teraz jesteś ?
- W domu, Sawanna gdzie jesteś, już po Ciebie jadę ...
W tym momencie Sawanna zauważyła jak John idzie w stronę jej samochodu. Pojawił się dosłownie z nikąd.
- Justin....Kocham Cię - powiedziała a łzy zalały jej oczy
- Co ? Sawanna gdzie jesteś ?! - krzyknął
John otworzył drzwi i szarpnął ją za włosy, wyciągając z samochodu. Upadła a telefon wypadł z jej ręki. Zaczął ją kopać w brzuch, na co zaczeła się ksztusić własną krwią.
- Przestań, proszę .. - zaczeła błagać na co przestał
Złapał ją za nadgarstki i podniósł, przyciskając do samochodu. Krew pokrywała jej morelową bluzkę i białe spodnie. John krzyczał mówiąc słowa, których Sawanna nie słyszała. W jej głowie były sceny, jak bił ją, gwałcił, pozbawił ją dziecka i zdradzał z innymi kobietami. Otarła łzy i z obrzydzeniem spojrzała na Johna.
- Brzydzę się Tobą - warkneła, i powoli zbliżała się w jego
stronę
Stali na środku pustej ulicy, zupełnie sami. Zaczeła okładać Johna pięściami, wsadzając w nie całą swoją siłę. Kopała, szaprała, biła gdzie tylko mogła. On nie był już taki silny jak kiedyś. Sawanna była silniejsza. Ciągłe treningi i słowa trenera, Justina czy przyjaciółki, dały jej
więcej mocy niż kto kolwiek.
"Masz prawo walczyć o życie swoje jak i swoich dzieci"- w jej głowe powtarzały się słowa Jasmine. Kopneła go tak mocno, że można było usłyszeć głośny trzask. Obcas, wbił się w brzuch Johna, zostawiając w nim dziurę. John krzyknął z bólu jaki dawała mu Sawanna. Ledwo stał na własnych nogach, w momencie gdy dziewczyna zauważyła nadjeżdżającą ciężarówkę.
- Nigdy nie będziesz jego - warknął
Sawanna stała, czekając by samochód był jeszcze bliżej.
- Nigdy nie będę Twoja John- odparła i zbliżała się w jego stronę
- Żegnaj - szepneła i pchneła go na środek drogi, sama szybko uciekając.
Ciężarówka uderzyła w ciało Johna. Sawanna szybko się odwróciła nie mogą patrzeć na zwłoki, byłego już męża. Płakała tak mocno, że z braku siły bezwładnie upadła
na Ziemi.

Johna nie udało się uratować i zmarł w szpitalu. Sawanna trafiła do szpitala, gdzie wróciła do zdrowia.
Po roku, założyła rodzinę z Justinem, gdzie właśnie
czekają na swoje pierwsze dziecko.
Śmierć Johna uznano jako wypadek a Sawanna nie
poniosła żadnych konsekwencji.


EPILOG.
Pisząc tę historię, chciałam wam pokazać jak dzieje się w
niektórych małżeństwach. To naprawdę przykre, gdy słyszy
się jak ukochana osoba, biję Cię raniąc Twoje uczucia.
Sawanna przeszła istne piekło u boku Johna.
Jednak mała iskierka była w jej sercu, wierząc że będzie lepiej. Będzie, ale nie z Johnem. Stare pudełko, największe wspomnienia z młodości, sprawiły, że chciała poczuć to co kiedyś. Chciała w końcu spotakać swojego idola, który potem
w pewnien sposób uratował jej życię. Pokazał, czym jest
prawdziwa miłości i dał nadzieję na lepszę jutro.
Utrata dziecka była ogromnym ciężarem na duszy jak i ciele.
To chyba najgorsze co mogło ją spotkać, wiedząc że utarciła
Jezzy przez niego. W pewnym momencie powiedziała Stop.
Koniec tego, koniec cierpienia. Zaczeła walczyć.
Znosiła nękanie psychiczne jakie dawał jej trener by dodać jej siły, co poźniej się opaciło. Zabiła człowieka ?
Powiedźmy, że przyczyniła się do jego śmierci.
To chyba było jedyne rozwiązanie, by w końcu mogła
normalnie żyć. Czyjąś śmierć.
Po prostu tym razem wypadło na Johna.


"Wierzę, że mam Wielkie Nadzieje
to cofa mnie do momentu w którym zaczęliśmy
Wielkie Nadzieje, kiedy pozwalasz temu odejść,
wychodzisz i zaczynasz od nowa.
Wielkie Nadzieje, kiedy to wszystko zmierza ku końcowi
Lecz świat wciąż się kręci...
Walcz o swoje życie i marzenia. Ja walczyłam.
Wygrałam. Wygrałam nowe życie.
I pamiętaj. Nikt nie ma prawa Cię bić, ubliżać
i nękać. Nikt."
Sawanna

*Historia inspirowana piosenką HIGH HOPES

Kochani moi a więc jest koniec.
Nie wiem co powiedzieć, bo pisałam to 2 dni.
Mam nadzieję, że się spodoba. Zakończyło się
szczęśliwie, więc chyba nie będzie takiego płaczu
jak u Mariny i Justina. Kocham was bardzo, mocno
i zapraszam na True Love Story i Dark Paradise- moich ostatnich (jak naraziE) blogów. Kocham Was i dziękuję.
pytania ?
87878987.png
30.05.2013 o godz. 17:45
Dziewczynki bardzo, bardzo, bardzo przepraszam że nie pojawia się nowy, OSTATNI rozdział, ale mam za dużo na głowie. Między innymi konspekt maturalny z polskiego ;( muszę to zrobić dobrze, a tu tyle na głowie. Obiecuję że rozdział pojawi się w środę lub czwartek jak akurat będzie te wolne.
Tagi: sorry
27.05.2013 o godz. 19:56
Porzegnanie z Justinem było najgorszą rzeczą jaką musiałam zrobić, bynajmnie narazie. Wyjechał 1000 mil ode mnie, zostawiając mnie samą z moimi problemami. Oczywiście, miałam jechać z nim ale ja postanowiłam zostać, by dokączyć to co zaczełam. Jestem zupełnie inną kobietą.
Silną kobietą.
Właśnie mieszkam w Kanadzie i wiem, że cały czas jestem obserwowana przez ludzi Johna. Czarne furgonetki, cały czas stoją pod moim domem, ale ja ...ja już się nie boję. Będę walczyć o swoje życie jak i szczęście.
John chce poprostu wiedzieć gdzie jestem, bo za miesiąc mam sprawę rozwodową. Po tym dniu, pewnie zaplanował moją śmierć.
Nie tak szybko skarbie.

Tydzień później.
W narracji 3 osobowej.

Sawanna była właśnie na treningu a raczej szkoleniu przyśpieszonej samoobrony. Czarnoskóry mężczyzna chodził wokół jej ciała, gdy ona ubrana w czarne krótkie spodenki i białą bokserkę stała na środku sali.
- Rozluźnij się. Zamknij oczy. Mnie tu nie ma, jego tu nie ma. - powiedział po czym uderzył ją małym workiem treningowym w klatkę piersiową. Sawanna szybko otworzyła oczy i zaczeła okładać worek pięściami. Składała tak mocne ciosy, że gdyby nie rękawice bokserskie, jej dłonie zaczełyby krwawić.
- Stop! - krzyknął trener
Kobieta przestała, głośno oddychając. Jej ręce wisiały wzdłuż jej ciała, gdy ponownie zamkneła oczy.
- Rozluźnij się. Oddychaj. Zamknij oczy. Dawaj! - krzyknął
ponownie uderzając ją w piersi.
Sawana szybko złapala go za ramię i z całych sił, kopała kolanem w worek, który trzymał trener.

Stali na środku sali, trzymając ręce przed sobą jakby mieli grać w 'klaskanie'. Sawanna stała w rozkroku, będąc całkowicie skupiona na swoim zadaniu. Mężczyna, szarpał za jej dłonie, sprawiając że nie potrafiła utrzymać równowagi.
- Trzymaj równowagę - powtarzał gdy, kobieta nie stała w jednej pozycji.
- Gotowa? - zapytał, klepiąc jej dłonie
- Tak - odpowiedziała, patrząc mu w oczy
- Napewno ?
- Tak

Zaczeli walczyć na ringu, gdy trener non stop, rozwawiał z Sawanną.
- Możesz przegrać ? - zapytał
- Nie - odpowiedziała pewnie
- Może Cię skrzywidzić ? - powiedział zatrzymując się
- Nie
- Nawet jeśli jest od Ciebie większy ? - jego groźny wzrok
wbił w oczy Sawanny
- Jest znacznie większy - odpowiedziała poważnie
- Nawet jeśli jest silniejszy ?
- Jest o wiele silniejszy

Kolejne ćwiczenie było z użyciem przedmiotu, jakim była
piłka. Sawanna miała wiedzieć jak obronić się, gdyby John
rzucał w nią innym ciężkim przedmiotami. Brunetka stała przy ceglastej ścianie z dłońmi owiniętymi w czarne pasy, ochraniające jej kłykcie. Czarnoskóry rzucał w nią piłkami do koszykówki, a ona zwinnie je omijała bądź odpychała dłońmi.

- Jeżeli Cię uderzy ? - mężczyzna, celował swoimi pięściami w twarz Sawanny
Dziewczyna była na tyle skupiona, że unikała ciosów i
odpowiadała na jego pytania.
- Nie ma mowy - warkneła
- Powiedz to - zachęcił, nadal wymachując pięściami, przed
jej twarzą
- Chybione uderzenie, kosztuje dwukrotnie tyle co trafione-
powiedziała z pełną powagą
Po tych słowach dostała 5 minutową przerwę by po chwili, znowu walczyć ze swoimi słabościami, jak i uczyć się kolejnych mocnych ciosów.

Sawanna stała przy ścianie, gdy mężczyzna złapał ją dłońmi za szyję.
- Myślisz że Cię pokonał. Lewe zamię w górę, obrót, złap mnie za rękę. Dobrze. - powiedział trener, gdy bruneta wykonywała jego polecenia.

- Jak go pokonasz ? - zapytał
- Jak ?! - nie mal krzyknął
- Atakując - odpowiedziała patrząc mu w oczy
- Co zrobisz po ataku ?
- Nic.
- Dlaczego ?
- Bo nie przestanę atakować.

Można było powiedzieć że trener James, był lekko chory
psychicznie, bo wymagał od Sawanny, strasznie dużo
siły w każdy cios. Co było dobre, bo uczyło ją walki.

- I jeszcze jedno. Najtrudniejsza lekcja. Nie panujemy
nad Wszechświatem. Wchodzi służąca na mgnienie oka,
odwraca Twoją uwagę, obrywasz- mówił , chodząc
wokół jej ciała.
- To nie możliwe - odpowiedziała szybko
Kucnął, a jego usta były tuż przy jej uchu.
- Żeby wygrać, musisz być przygotowana również
na nie możliwe.
- Mówisz? - spojrzała na niego
- Tak.
Sawanna położyła się na matercu, gdy trener zaczął.
- Leżysz, pobita. - powiedział gdy kobieta, zamkneła oczy
Wstał i stanął między jej nogami.
- Teraz słuchaj, moich słów. On stoi nad Tobą, myśli, że
Cię pokonał. To tchurz, będzie chciał Cię kopnąć.
- Tak
-Wiesz co zamierza i już się do siebie uśmiechasz.
Sawanna otworzyła oczy, lekko się uśmiechając.

-----
Tydzień później

- Jak ten gość, którego Ci załatwiłem ? - zapytał ojciec, gdy Sawanna weszła go jego gabinetu.
- Dobry - odpowiedziała krótko
- Nauczył Cię myślenia ?
- Mam nadzieję- lekko się uśmiechneła
- Znalazłeś Johna ? - zapytała, siadając na czarnym fotelu
- Sprzedał dom i kupił nowy w San Francisco
- Znajdź dziewczynę podobną do mnie, najlepiej byłą policjantkę.
Ma mieć długie włosy,nosić jeansy i tenisówki.
- To jego adres- powiedział podając jej małą kartkę
- Wynajełam jej pokój - powiedziała, podając mu klucz
- Po co Ci ona ? -zapytał
- John ma myśleć, że jestem tu w Kanadzie. Czekam na nią
w kawiarni przy Land Street, o 17 - poprawiła swoje włosy
- Nie sądzisz, że to trochę za szybko ?- zmarszczył brwi, uśmiechając się
- Myślałam, że wszystko potrafisz - zaśmiała się, wstając z fotela i idąc w stronę wyjścia.
- I jeszcze coś .. - zatrzymała się, odwracając twarzą do ojca
- W pewnej chwili, jeszcze nie teraz, bo to byłoby nie szczere, chciałabym abyś uznał mnie za córkę- powiedziała po czym wyszła z gabinetu Brada Rosegardena.




Tak długo czekaliście, tak bardzo przepraszam. Coraz mniej czasu zostało do końca roku a teraz dosłownie pali mi się tyłek, bo wszystko muszę zaliczać i nie mam czasu na nic.
A i to jest przed ostatni rozdział, także cóż, już nie długo pojawi się ostatni. Kocham i do nn ;*
pytania
475_461181457283965_1060696325_n_large.png
Tagi: 22
23.05.2013 o godz. 12:00
Turning Tables...

Nie wiedząc czy powiedzieć o tym Justinowi, zignorowałam
go i szybko wsadziłam telefon do torebki. Wsiedliśmy do samochodu Justina, i jechaliśmy do Kanady. Musiałam porozmawiać z ojcem i prosić o pomoc, którą nie mogę dostać od Justina. To wszystko jest tak skomplikowane i nie realne by mogło być prawdziwe. Czuje się jak więzień, który właśnie uciekł, ale policja jest tuż za jego plecami. Uciekam jakbym kogoś zrobiła a tak naprawdę nie zrobiłam nic. Nic złego, by John chciał mnie zabić. Fakt jest taki że wyzwałam go od różnych i obraziłam rodzinę ale takie rzeczy to norma podczas kłutni. Tymbardziej że widziałam jak mnie zdradza z Katy, swoją sekretarką. Bóg jeden wie ile on ich ma. Plan był prosty. Zmienić imię i nazwisko, na dane mojej zmarłej matki. Następnie znaleźć osobę podobną do mnie,najlepiej żeby była to policjantka w razie gdyby John podjął próby ataku na mnie. Później gdy moja sobowtórka będzie przebywać tu w Kanadzie ja będę przygotowywać się w Los Angeles. Do czego ? może kiedyś odważę się powiedzieć to na głos.
Pojechaliśmy do hotelu, gdzie zostaliśmy na noc. Justin mało się do mnie odzywał, widocznie czuł się urażony, tym że mu 'nie ufam' jednak jest zupełnie inaczej. Ufam mu najbardziej na świecie i jest jedyną osobą, która daj mi tyle siły, by dalej walczyć o swoje życie. Może gdyby pojawił się chwilę wcześniej, nadal miałabym moją małą Jezzy. Myśląc o mojej małej dziewczynce, łzy zaczeły wypływać z moich powiek. Przed oczami miałam scenę jak spadam ze schodów z całą siłą upadając na brzuch. Odrazu poczułam ten ogromny ból. Ból który zadał mi John. Moja pierwsza miłość. To nie możliwe by pieniądze aż tak zmieniły ludzi. A jednak. John Stivens był słodkim,
romantycznym chłopakiem, wywołujący ogromny uśmiech na mojej twarzy, każdego dnia. Każdego, kończąc na
5.12.2010 roku. Wtedy zaczął się mój koszmar. Wtedy John po raz pierwszy podniósł na mnie rękę, by po chwili przeprosić za swoje czyny. Myślałam, okay, dobra, to tylko raz i nigdy więcej się nie powtórzy. Błąd. Już następnego dnia zostałam pobita. Wtedy, gdy jeszcze nie byłam w ciąży a przynajmniej o tym nie wiedziałam, postanowiłam od niego uciec. Jednak gdy już byłam na lotnisku, zemdlałam a pogotowie zawiozło mnie do szpitala, informując o tym Johna. Wtedy dowiedziałam się że jestem w ciąży. To było jak gwóźdź do trumny. Moja nadzieja na ucieczkę, zdechła razem z całą przysięgą małżeńską.

Teraz siedzę w jedym powieszczeniu z mężczyzną, który
30 minut temu powiedział, że mnie kocha. Prawda jest taka, że ja go też bardzo kocham. Czuję się głupio z tym co zrobiłam, ale jeszcze kilka godzin temu wydawało mi się idealną opcją. W trakcie gdy Justin brał prysznic, napisałam mu karteczkę "poszłam do sklepu, zaraz wrócę" .
Ubrałam trampki i wyszłam z luksusowego pokoju. Założyłam kaptur na głowę, gdy wyszłam przed budynek. Kupiłam czarną farbę do włosów, wiedząc że wtedy ludzie Johna nie rozpoznają mnie aż tak szybko. Do koszyka włożyłam również tabletki przeciwbólowe, bo mój brzuch strasznie bolał. Co chwilę mam jakieś kłucia, bóle, które nie wiem dlaczego przychodzą. Wyszłam ze sklepu i bez żadnych komplikacji, dotarłam z powrotem do naszego pokoju. Justin leżał na łóżku, oglądając telewizję. Odrazu przeżucił na mnie wzrok, gdy tylko weszłam do pomieszczenia.
- Sawanna... - zaczął, klepiąc miesce obok siebie bym usiadła
Posłusznie usiadłam obok a jego silne ramiona, oplotły moją
talię. Położył brodę na moim ramieniu, w momencie gdy ja
zamknełam oczy.
- Przepraszam- szepnął
- To ja przepraszam, tak bradzo Cię przepraszam -powiedziałam ze łzami w oczach
- Shhh .. - uspokoił mnie, wkładając dłonie w moją twarz
- Ja naprawdę nie chciałam Justin, ja się bałam, bałam się o Ciebie, że on Ci zrobi krzywdę taką jak mnie i Jezzy - zaczełam szlochać
- Wiesz.. zbyt dużo już starciłam, by teraz starcić Ciebie - czułam jak łzy lecą strumieniami po mojej twarzy
- Kocham Cię - powiedział patrząc mi w oczy
Nie czekając na moją odpowiedź, przycisnął swoje usta do moich. Nie wiem nawet jak opisać to uczucie. To tak jakbyś była w zupełnie innym świecie. Świecie, w którym nie ma żadych problemów, a jesteś tylko Ty i On. Twój powód do walki o lepsze życie, które jest lepsze gdy On jest przy Tobie.
- Ja Ciebie też kocham - powiedziałam odrywając się na chwilę
Uśmiechnął się tak słodko, że moje serce zaczeło się rozpływać. Składał delikatne pocałunki na moich ustach, sprawiając się czułam się cudownie. Gdy oderwał się ode mnie, otarł łzy z moich policzków.

Właśnie spłukałam czarną farbę z moich długich włosów.
Kolor czerwony to już przeszłość. Stara Sawanna to już historia. Stałam przed lustrem jako Victoria Rosegarden.
Przyjełam nazwisko po mamie a nazwisko po tacie.
Wyglądałam zupenie inaczej i czułam się inaczej. Może powiem tak...czułam się lepiej. Czułam, że widząc odbiecie w lustrze to nie ta sama Sawanna, która pozwalała
na bicie, ubliżanie czy psychiczny ból. Stała silna kobieta, która miała zamiar walczyć o swoje życie i miłość.
Walczyć o swoje szczęście. Gdy moje włosy były już całkowicie suche a piżama, która składała się z majtek i bluzki Justina - bo nie miałam nic innego, weszłam do pokoju. Justin leżał w samych spodniach, rozmawiajac z
kimś przez telefon. Gdy tylko mnie zobaczył, odrazu zakończył rozmowę. Podszedł do mnie, biorąc moją twarz w dłonie.
- Jesteś piękna - powiedział
- Czuję się o wiele lepiej Justin - odparłam, wtulając się w mojego ramiona
- I to widać - szepnął

Leżałam na jego ramieniu, robiąc rysunki palcem na jego torsie.
- Sawanna ... - zaczał, bawiąc się moimi włosami
- Hm? - mruknełam
- Wyjeżdżam na trasę na miesiąc, ale Ty jedziesz ze mną - tłumaczył
- Kiedy ? - zapytałam
- Jutro
- Nie jadę - szybko powidziałam
- Jak to ? nie zostaniesz tu sama - odrazu, spojrzał na mnie
z pełną powagą
- Zostaję bo muszę załatwić rozwód, jakbyś zapomniał to
mam go za 2 tygodnie - starałam się jakoś wykręcić
- To przyjedziemy w tym dniu
- Nie, zostaję - powiedziałam poważnie
- Sawanna, nie wytrzymam miesiąca bez Ciebie
Głośno wypuściłam powietrze z ust, myśląc co mu powiedzieć.
- Przecież przyjdę do Ciebie - uśmiechnełam się
Opadł na poduszki, czując że nie wygra z moim upartym charakterem. Ponownie położyłam głowę na jego ramieniu, patrząc w sufit.
- Muszę walczyć... ale boję się że upadnę - wyszeptałam
Uśmiechnął się, kładąc dłoń na moim policzku.
- Złapię Cię jeśli upadniesz




Wiem, że bardzo zaniedbałam tego bloga. Wpisy są paraliżująco krótkie co mnie dobija z powodu braku czasu.
Wczoraj rozdział pisałam w autobusie a wstawiła go Paulina, której bardzo dziękuję ;* Chciałam już zacząć Dark Paradise, ale teraz są ostatnie dni na poprawianie tego wszytskigo ... powiem tak .. dupa mi się pali -.-
Ale co tam, ja dam radę ;p Kocham was Miśki i do nn !
P.S Kończymy już ...
large.png
Tagi: 21
17.05.2013 o godz. 19:28
Mocno wtuliłam się w jego ramiona, jak zawsze czując
się bardzo bezpiecznie. Po chwili moje myśli zaczeły
przetwarzać sytuację w której właśnie się znajduję.
Skąd on wiedział gdzie jestem? jakim cudem mnie
znalazł ? śledził mnie ?
Zaczełam czuć strach, który paraliżował moje ciało.
Odsunełam się od niego a raczej odepchnełam dłońmi
czując się nie pewnie. Spojrzał na mnie marszcząc swoje
czoło, w znaku zapytania. Odeszłam od niego na krok
a zimne powietrze obiło się o moje ciało.
- Co się dzieje ? - zapytał podchodząc do mnie
Szybko się odsunełam.
- Skąd wiedziałeś gdzie jestem ? - zapytałam, kładąc
dłonie na ramionach
Spuścił głowę i odwrócił się do mnie plecami.
- Justin, skąd wiedziełaś gdzie jestem do cholery ?! - warknełam
Nic nie mówił więc podeszłam do niego szarpiąc za ramię.
- Odpowiedz! jesteś z Johnem w jakiejś umowie ?! - splunełam
- Nie!- krzyjnął, chowając dłonie w kieszenie spodni, gdzie kciuki
wychodziły mu na wierzch
- Więc ? - podnownie zapytałam poirytowana
Głośno westchnął, patrząc mi w oczy.
- Wynająłem faceta, który Cię śliedzi, by zapewnić Ci
bezpieczeństwo przed Johnem - tłumaczył
- Żartujesz? ja myślałam że jego ludzie za mną jadą !
- Wiem że John był w naszym domu, wiem że dostajesz
od niego smsy! - wrzasnął
Spuściłam głowę, bawiąc się palcami.
- Dlaczego o cholery mi nie powiedziałaś ?!- krzyknął
- Jestem z Tobą od początku i staram się dawać Ci
bezpieczeństwo ale Ty tego nie chcesz!
- Nie prawda - szepnełam, czując jak łzy zalewają mi oczy
- Nie prawda?! to dlaczego to przede mną ukrywałaś ?! - krzyknął
Jego twarz robiła się czerwona a pięści zaciskały.
- Justin... - szepnełam czując wyrzuty sumienia
Ale kto normalny by powiedział o tym co ja przeżywam,
osobie którą kochasz? i wiesz że zostanie ona skrzywdzona?!
Nikt. Każdy by zachował się tak, jak ja. Nie mogłam pozwolić
by Justinowi się coś stało. Nie mogłam. Kocham go.
- I wiesz co? cieszę się że ktoś Cię śledził bo teraz bym nie
wiedział gdzie jesteś! nie powiedziałaś nic, nie odbierałaś
telefonu ! - wrzasnął
- Zrobiłbym dla Ciebie wszystko a Ty po prostu uciekasz,
nic nie mówiąc!
Łzy wylatywały z moich oczu, gdy widziałam jak ciepri.
Fakt jest taki, że mówił prawdę.
- Ja Cię kocham, a Ty mnie okłamujesz! - syknął, odwracając
się do mnie plecami.
Włożył dłoń w swoje włosy, ciągnąc za ich końce.
Podeszłam do niego, kładąc dłoń na jego ramieniu.
- Przepraszam - szepnełam
Nie reagował na moje słowa, więc stanełam przed jego twarzą,
by nasze spojrzenia się spotkały. Patrzał na mnie z żalem a
ja położyłam dłonie na jego szczęce.
- Tak bardzo Cię przepraszam. Nie chciałam Ci mówić, bo
wiem co byś zrobił a ja nie mogę dopuścić żeby coś
Ci się stało ... bo Cię kocham - tłumaczyłam
Położył dłonie na mojej talii, przysuwając do swojego
ciała. Musnął moje wargi, prosząc o pozwolenie, które natychmiast
mu dałam. Staliśmy na środku drogi, wtuleni w swoje ciała,
czując się cudownie. Wszystko byłoby idealnie , gdyby
nie kolejny sms od Johna.
"Już jesteś martwa."



PRZEPRASZAM ŻE TAK DŁUGO CZEKAŁYŚCIE A CZYTACIE TERAZ TAKI KRÓTKI ROZDZIAŁ. NAPRAWDĘ BARDZO, BARDZO PRZEPRASZAM!
Tagi: 20
16.05.2013 o godz. 16:42
Jechałam ulicami a moim kierunkiem ponownie była Kanada.
Było już ciemno a ja byłam skupiona na drodze jak nigdy
wcześniej. Mój cel ? zmienić tożsamość. Nowy wygląd, dane to zamierzam dziś uczynić. Moje podbrzusze zaczynało mnie kłuć, więc postanowiam zrobić sobie przerwę. Zaparkowałam przed barem, w którym chwilę później siedziałam pijąc kawę.
Przyślałam o Justinie. Co teraz z nami będzie skoro ja chcę zrobić mały przekręt ? Ten przekręt to nic w porównaniu
do tego co planowałam potem. Spojrzałam w bok a tam wisiała tabliczka, reklamująca adwokata "Gerg Darton". Długo nie myśląc, wstałam chcąc poradzić się opini adwokata. Co prawda mogłam zadzwonić do ojca ale wolałabym, żeby on nie znał mojej sytuacji. Jechałam ulicamy myśląc czy to
dobry pomysł a co najgorsze Justin dobijał się na moją komórkę. Kątem oka parzałam na telefon i drogę. Pękłam, bałam się powiedzieć że to konieć, ponieważ.... ponieważ co ? Mąż chce mnie zabić a ja jestem w cholernym niebezpieczeńswtwie i to nie chodzi o mnie a o Justina. To on jest w niebezpieczeństwie. Tak zależy mi na nim a nawet powiem więcej. Ja go KOCHAM. Gdyby nie ta noc, nie potwierdziłabym tego tak oficjalnie. Teraz już wiem i jestem pewna swoich uczuć co do niego. Ignorowałam dwoniący telefon, chcąc załatwić to wieczorem. Była dokładnie 18 jak dojechałam do kancelarii adwokadzkiej Grega Dartona. Wparowałam jak popażona, chcąc dowiedzieć się jak nawięcej.
- jest ktoś u Grega Dartona? - zapytałam, blondynkę za biurkiem
- nie, ale .. - nie pozwoliłam jej dokończyć tylko, szukałam
tabliczki z jego nazwiskiem
Wparowłam do jego gabinetu, błagając:
- Widziałam plakat w barze niedaleko i postanowiłam się
do pana zgłosić - tłumaczyłam, mając łzy w oczach
- ta pani ...- nie pozwoliłam jej dokończyć
- mój mąż chcę mnie zabić- odparłam ze łzami w oczach
- mam 500 dolarów, proszę tylko o 2 minuty rozmowy - rzuciłam mu pieniądze na biurko
- proszę- odparłam ze łzami w oczach
- zostaw nas samych- odezwał się Gerg
Opowiedziałam mu wszystko dokładnie ze szczegółami
a on patrzał na mnie jak na wariatkę.
- odnoszę wrażenie, że pani ma z tego jakąś przyjemość- odparł, krzyżując ręce
Spojrzałam na niego jak na kretyna, za którego uważałam go w tamtym momencie.
- Mogła pani pójść z tym na policję ale nie zrobiła tego tylko dalej pozwalała na takie traktowanie, co skłoniło go do takiej decyzji i zabiciu pani - tłumaczył, zbierając pieniądze
- Zaraz tylko tyle ? - zapytałam zbierając pienądze
Spojrzał na mnie, robiąc żałosną minę
- On teraz czeka by złapać panią w odpowienim miejscu
w odpowiednim czasie i zabić- odparł
- dobrze- pokiwałam głową i zaczełam wkładać pieniądze do
torebki
Wyszłam zapłakana, kierując się w stronę samochodu.
Gdy już do niego dotarłam, zaczełam nerwowo szukać
kluczy. Zostałam brutalnie przykłuta do samochodu,
czując obce ciepło.
- Sawanna..
- Justin- odparłam, kładąc głowę na jego ramieniu




Chujowy ale jutro napisze coś lepszego ! Paulina dzięki za Gerga "Darton'a" ;p
tumblr_lnijsaFbgc1qgojn8o1_500_large.png
Tagi: 19
12.05.2013 o godz. 23:26
Niespodziewanie usłyszłam pukanie do drzwi. Serce staneło mi w gardle na samą myśl, że John po mnie przyszedł. Stałam nieruchowo, a oczy zaczeły mnie szczypać, dając znak, że powoli zalewają je łzy. Pukanie było coraz głośniejsze
a ja zaczełam panikować.
- Sawanna! jesteś ?! - usłyszałam krzyk Justina
Szybko się zerwałam i pobiegłam do drzwi. Otworzyłam
je rzucając się szatynowi w ramiona. Odrazu odwzajemnił uścisk, podnosząc moje nogi tak, że oplatałam go w okół bioder.
- hej co się dzieje ? - zapytał, wchodząc do środka
- nic, tęskniłam- nerwowo oblizałam usta
- no nie wiem - patrzył na mnie przenikliwie
- em, jest okay - zaśmiałam się
Jego wzrok analizował kawałek po kwałku moją twarz.
Wymusiałam delikatny uśmiech, chcąc dać mu znak, że wszystko jest w porządku. Justin nie miał zielonego pojęcia o smsach od Johna. Gdyby się dowiedział, odrazu by do niego pojechał a ja nie mogłam go narażać na takie niebezpieczeństwo. Nasz pocałunek z delikatnego przemienił
się w zachłanny i coraz bardziej agresywny. Jego ręce wylądowały na moich pośladkach a ja zanurzyłam dłoń w jego włosach. Nie odrywając się od moich ust, zaczął wchodzić do naszej wspólnej sypialni. Leżąc na mnie, ściągnął moją bluzkę, rzucając ją gdzieś na ziemię. Zrobiłam to samo z jego koszulką, snując dłońmi po jego umięśnionym torsie.
Zaczął ssać i całować delikatną skórę na mojej szyi, dostając w zamian mój cichy jęk. Dobrałam się do jego paska, który odpiełam bez większego problemu. Czułam jak moje ciało robi się coraz bardziej gorące. Jednym ruchem odpiął moje spodenki, rzucając je na podłogę.
- Sawanna ... - wyszeptał mi do ucha, ocierając się o moją
dolną strefę
- tak ? - wydyszałam
- jesteś pewna ? - zapytał, złączając nasze usta
- tak - zapewniłam, wbijając paznokcie w jego skórę


Obudziłam się sama, leżąc na wielkim łóżku.
Przewróciłam się na drugi bok, gdzie leżała kartka i czerwona róża. Uśmiechnełam się na samą myśl o wczorajszej nocy. Odrazu powąchałam kwiat po czym podniosłam się by móc
przeczytać liścik.
"...to było niesamowite. Jestem na próbie, będę wieczorem.
Uwielbiam Cię."
- a ja Cię kocham - szepnełam, szeroko się uśmiechając
Leniwie wstałam, owijając swoje ciało prześcieradłem.
Usłyszałam jakby ktoś chodził po salonie, więc czułam
ogromny niepokój, wiedząc że Justin właśnie jest na próbie.
Przerażona, wparowałam do łazienki, gdzie ubrałam bieliznę,
jeansowe spodenki i czarną bokserkę. Sięgnełam do szafki, po
swój zegarek, który tak naprawdę nie był zegarkiem.
W środku znajdował się gaz piepszowy, gdy podczas naciśnięcia przycisku, uwalniał łzawiący gaz. Założyłam trampki, wkładając swój telefon do tylnej kieszeni. Odgarnełam włosy z twarzy i delikatnie nacisnełam na klamkę, powoli otwierając drzwi. Rozglądałam się na około, po czym weszłam do dużego salonu. Przez chwilę wydawało mi się ze mam omamy, więc odetchnełam z ulgą i poszłam do kuchni, nalewając sobie pomarańczowego soku. Wziełam małego łyka po czym ze szklanką cieczy, szłam z powrotem do salonu. Przechodząc przez hol, szlanka wypadła mi z ręki, pękając na tysiąc kawałeczków. Usta otworzyły się w wielką literę 'O' gdy John stanął przede mną.
- chcę żebyś wróciła- zaczął szarpać moją rękę
- n-niee- wydyszałam czując jak serce wali w mojej piersi
- będzie tak jak dawniej, pamiętasz ? - powiedział przez
zaciśnięte zęby
Z całych sił próbowałam się wyrwać, jednak na marne.
- nie! - wrzasnełam, szarpiąc dłoń
- skoro Cię nie mogę mieć to ten dupek też nie ! - splunął
- ten sam z którym wczoraj spałaś!- dodał
Jedno było pewne, była obserwowana.
Przycisnął mnie do ściany, zaciskając szyję, przez co zatrzymywał dopływ powietrza do moich płuc. Zaczełam się dusić, jednak jakaś część minie kazała mi walczyć. Zgiełam nogę w kolanie i mocno urzerzyłam go w krok. Udało mi się wyrwać, łapczywie biorąc oddech. Kiedy próbowałam uciec, pociągnął mnie za włosy, przez co upadłam na ziemię. Szybko przypomniało mi się o zegarku. Podniosłam dłonie nad jego twarzą i nacisnełam przycisk, który uwolnił gaz prosto na jego oczy. Zaczął wrzaszczeć i pocierać oczy, a ja wybiegłam jak popażona z domu. Szybko wsiadłam do samochodu, jadąc jak najszyciej. Pedał gazu był cały czas przez mnie dociskany, gdy spojrzałam w lusterko a tam jechał za mną jeden z ludzi Johna. Jedną dłonią zapiełam pas a drugą trzymałam kierownicę. Wiedziałam, że to nie zakończy się dobrze, ale mimo wszystko muszę waliczyć. Coraz bardziej przyśpieszałam jednak na marne bo po chwili odczułam mocne szarpnięcie. Spojrzałam w lusterko a ten facet wjechał w tył mojego samochodu. Jechaliśmy tak
złączeni w maksymalnym tempie przez wąskie ulice. Oderwał się ode mnie po czym wyprzedził, by być ze mną na jednej lini. Spojrzałam w bok a on, zsunął szybę na dół. Kurczowo trzymałam kierownicę, mając całkowitą kontrolę nad pojazdem.
- zjedź na bok !!! - jego głos, dotarł do moich uszu
Otworzyłam okno i jedną dłonią trzymając kierownicę, drugą
pokazałam mu środkowy palec
- zjedź na bok!! - ponownie krzyknął
Zignorowłam go, przyśpiweszajac jeszcze bardziej.
Nagle po przeciwnej stronie wyłonił się samochód, który jechał prosto na mojego przyjaciela. Moje usta otworzyły się szeroko, a dłonie zacisneły na kierownicy. Mój prześladowca ostro skręcił za mnie, jednak stracił kontrolę nad pojazdem i wjechał w pobliskie drzewo. Odetchnełam z ulgą, jednak nie zwalniałam. Pojechałam na parking, gdzie miałam ukryty samochód, który kupiałam potajemnie przed Justinem, za pieniądze od ojca. Musiałam być przygotowana na nie możliwe, co teraz się opłaciło. Kucnełam by móc wyciągnąć kluczyki spod samochodu. Otworzyłam bagażnik, wyciągając z niej swoją torebkę. Wsiadłam za kierwonicę, i pochyliłam się, siegając dłonią pod swój fotel, gdzie ukryłam portfel z pieniędzmi. Szybko schowałam go do torebki a ze schowka wyciągnełam blond perułkę, która wylądowała na mojej głowie.
Zaczynamy mój niecny plan.


Zastanawiam się skąd biorą mi się takie scenariusze ?!
Boże, chyba powinnam się leczyć xD
179180_383198728461812_1283028969_n.jpg
Tagi: 18
09.05.2013 o godz. 21:53
Poczułam jak gorąca fala ciepła przeszywa moje ciało. Otarłam łzy i podniosłam głowę, patrząc przed siebie. To co zobaczyłam, sprawiło, że moje serce dosłownie staneło. Z czarnego samochodu, wyszedł John. Nie widział mnie ale zbliżał się w stronę głownego wejścia. Siedziałam na schodach blisko krzaków, więc miałam pewność, że mnie nie widzi. Jeszcze. Szybko schowałam telefon i powolnym ruchem wstałam, idąc jak normalny człowiek. Błąd. Zobaczył mnie.
- SAWANNA!!!- wrzasnął z wściekłością
Szybko się odwróciłam po czym ruszyłam przed siebie,
biegnąc z całych sił. Najgorsze było to, że mój a raczej
samochód Justina, był zaparkowany dokładnie obok
auta Johna.
Cudownie.
Biegłam z całych sił, ulicami Kanady. Dokładnie widziałam, gdy się znajduję bo to moje rodzinne misto. Johna też. Odwróciłam się sprawdzając czy biegnie za mną. Nie myliłam się, był 5m ode mnie. Moje płuca wysiadały a ja dalej musiałam biec w jeszcze szybszym tempie. Wbiegłam w jedną z uliczek, czując jak kręci mi się w głowie. Mineły dopiero 3 dni od mojego pobytu w szpitalu, ale moje ciało nadal było osłabione i obolałe. Biegłam z całych sił, aż dotarłam do domu mojej przyjaciółki Jasminne. Modliłam się by była w domu. Wparowałam do jej ogródka i złapałam za klamkę wbiegając do środka, następnie zamykajac drzwi na 2 zamki. Zsunełam się po białych drzwiach, głośno płacząc. Odrazu zjawiła się Jasminne zszokowna moją naglą wizytą.
- Ja-asminne, o-on mnie goni - wyjąkałam nie mogąc złapać
oddechu
Szybko mnie przytuliła a ja w dalszym ciągu płakam i jednocześnie walczyłam z płucami, które odmawiały mi posłuszeństwa. Mineło 10 minut, zanim mój oddech się uspokoił. Czułam ogromny ból w podbrzuszu.
Przyjaciółka zaprowadziła mnie do salonu, gdzie usiadałam
na czarnej sofie.
- jak się tu znalazałś Saw ? - zapytała, gładząc moją dłoń
- chciałam, żeby ojciec mnie poznał - tłumaczyłam, odgarniając włosy z twarzy
- i jak ? - zapytała nie pewnie
Wszystko dokładnie jej opowiedziałam razem z nagłym pojawieniem się Johna, oraz utartą Jezzy.
- zostałam sama Jasminne, po prostu sama- poczułam jak pojedyncza łza spływa po moim policzku
- nie sama, masz mnie i Justina- uśmiechneła się promniennie
- nie mogę was narażać na takie niebezpieczeństwo - tłumaczyłam biorąc łyka soku
- nikogo nie narażasz- uspokoiła mnie
- narażam każdego z kim rozmawiam o John'nie i każdego kto wie co przeszłam - spojrzałam nia nią z żalem
- chciałam, żeby ojciec mi pomógł ale muszę poradzić sobie
sama, czas to zakończyć - dodałam
- co masz na myśli ? - podniosła brew
- za miesiąc mam rozprawę rozwodową, to mój termin- spojrzałam na nią
- termin na co ?
Oblizałam nerwowo usta, czując jak złość narasta w moich żyłach. Ponownie mój telefon zaczął wibrować.
Justin.
Uśmiechnełam się widząc jego imię na ekranie po czym szybko
odebrałam połączenie.
- już się stęskniłem - zaśmiał się na wstępie
- ja też- odparłam z uśmiechem
- już po ? - zapytał
- tak, nie potrzebnie straciłam czas - rzuciłam, łapiąc się za głowę
- co powiedział ?
- że nie jestem jego córką - wyjaśniłam
Usłyszałam głośne wstchnięcie szatyna po czym znowu
usłyszałam jego głos.
- masz mnie
- wiem- uśmiechnełam się
- gdzie teraz jesteś?
- u Jasminne to moja przyjaciółka - dodałam
- przyjadę po Ciebie dobrze ? - zapytał z nadzieją
- jeśli chcesz- zaśmiałam się
- bardzo - dodał a ja moję się założyć że właśnie się
uśmiecha
- to czekam - zaśmiałam się po czym zakończyłam połączenie
Oparłam się o skórzaną sofę, zamykając oczy.
- Kochasz go - zaśmiała się Jasminne
Odrazu otworzyłam szeroko oczy. Nic nie odpowiedziałam tylko myślałam nad jej słowami.
- to widać- dodała, pocierając moją dłoń
- ohhh - jęknełam zakrywając twarz poduszką
- tak chowaj się -prychneła


Po godzinie spędzonej z Jasminne, usłyszałam drzwonek
do drzwi. Przyjaciółka zerwała się z kanapy, szczerząc jak
opętana.
- to Justin Bieber! - pisneła, skacząc w miejscu
Przerzuciłam oczami i nadal czekałam w salonie, na mojego przystojego... sama nie wiem na jakim etapie jesteśmy. To chyba nawet związek nie jest. Zabczyłam jak mój telefon wibruje więc wstałam i podeszłam do komody.
"Jestem bliżej niż myślisz"
Otworzyłam szeroko usta a telefon wypadł mi z ręki, robiąc głośny huk. Justin wparował do salonu, patrząc na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Podbiegłam do niego i mocno wtuliłam się w jego ramiona. Odrazu odwzajemnił uścisk a nasze ciała były do siebie tak sklejone, że nie wstadziłbyś tam kartki papieru. Jedno jest pewne.
John nie da mi spokoju.
~~~
Mineły 2 dni od ostatniego smsa Johna. Można powiedzieć, że dał mi spokój ale stało się coś nieprawdopodobnego. Dostałam list. List od ojca. Tak dobrze widzicie, od Brada Rosegardena.
"Droga Sawanno,
po Twojej wizycie przyszli do mnie ludzie, którzy grozili mi śmiercią, jeśli udzielę Ci jakiej kolwiek pomocy. Na szczeście, dla Ciebie wzbudziło to moje zainteresowanie.
Wysyłam to na adres Twojej przyjaciółki, jeżeli potrzebujesz więcej, daj znać."
W kopercie znajdował się plik pieniędzy, które nie powiem
przydadzą się bo moje właśnie się skończyły i mam puste konto. Nie chcę jednak żyć na utrzymaniu Justina. Właśnie zapomniałam wspomnieć, że nie mieszkamy już w Los Angles a w Kalifornii. Usłyszałam dźwięk smsa.
"Jestem bliżej niż myślisz, skarbie. Zostawiasz ślady."
Jestem sama w domu i jestem przerażona.
Justin, gdzie jesteś ?!



O Boże, dziękuję ! :**
tumblr_mk18ewXFu51r84810o1_500_large.jpg
Tagi: 17
07.05.2013 o godz. 10:25
Leżałam na ramieniu Justin, robiąc kółka na jego umięśnionym torsie. Właśnie oglądaliśmy jakiś film, który doprowadzał mnie do snu.
- Justin ..- zaczełam
- hm ? - wymruczał w moje włosy
- jutro chciałabym jechać do Kanady...
- po co ? - zapytał bawiąc się moimi włosami
- chciałabym, żeby mój ojciec w końcu mnie poznał
- pojadę z Tobą - powiedział, całując mnie w czoło
- em...pojadę sama dobrze ? - nerwowo nagryzłam usta patrząc na niego
- nie chcę Cię zostwić samej Sawanna - spojarzał na mnie z ogromną troską
- ale ja wrócę tego samego dnia- uspokoiłam go
Głośno westchnął, patrząc w telewizor. Lekko się podniosłam, chcąc dotknąć jego ust. Delikatnie musnełam jego wargi, czując jak idealnie pasują do moich. Odrazu odwzajemnił, kładąc dłoń na moim udzie. Przewrócił nas tak, że teraz to ja byłam na dole. Zaczął skaładać mokre pocałunki na mojej szyi, przez co przyciągnełam go jeszcze bliżej. Poczułam ogromne ukłucie w podbrzuszu, na co głośno pisenełam. Justin odrazu ze mnie zszedł, patrząc z niepokojnem.
- w porządku ? - zapytał odgarniając moje włosy
- t-tak, po prostu mnie ukuło - oblizałam usta
- przepraszam - powiedział, mierzwiąc swoje włosy
W skali od jeden do dziesięciu, dałabym mu ...
8 albo nie 9.75 za te jego włosy.
- nic się nie stało Justin, po prostu to za szybko, jestem nie źle poobijana- tłumaczyłam
Kiwnął głową, na znak że się zgadza, po czym położył głowę na moim ramieniu. W takiej właśnie pozycji, zasnełam.
****
Ubrana w wygodny outfit, piłam kawę, czekając aż Justin skończy brać prysznic. Byłam maksymalnie zdenerwowana, gdyż miałam stanąć twarzą w twarz z moim ojcem, który nawet nie wiedział, że istanieję. Chciałam tylko, żeby mi pomógł.. miałam plan, ale nie dałabym rady sama. Justina nie chciałam w to mieszać, wiem że nie może pozwolić sobie na taki skandal. Szatyn zeszedł jak zawsze ubrany w swoim
niepowstarzalnym stylu. Seksownym stylu.
- jesteś pewna, że sama sobie poradzisz? - zapytał z troską
- tak - uśmiechnełam się
Podszedł do mnie kładąc dłonie na moich biodrach.
- jak się czujesz ? - zapytał, oblizując usta
Samopoczucie mam okropne, gdyż przed momentem straciłam moją Jezzy. Jednak teraz sądzę, wiem, to egoistyczne ale może to znak ? może tak właśnie miło być ? Może dobrze, że Jezzy nie będzie bita i widziała jak ja jestem katowana, przez jej ojca. Teraz sądzę, że dobre dla niej ale nie pogodzę się z u jej utratą, przez Johna.
On za to zapłaci.
- tak - uśmiechnełam się
- będę dzwonił co godzinę - powiedział poważnie
- to słodkie że się tak martwisz - zaśmiałam się zbliżając do jego twarz
- oh naprawdę? - zaśmiał się
- yhymm- mruknełam po czym złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku
Gdy w końcu się od niego oderwałam, złączyłam nasze dłonie razem.
- tu masz kluczyki- podał mi pilot do jego czarnego
Porsche
- jedź ostrożnie - dodał, ciągnąc mnie za dłoń
Spojrzałam na niego znacząco a on nerwowo oblizał usta.
- zależy mi na Tobie - dodał, patrząc mi w oczy
Podeszłam do niego, biorąc dłonią jego policzek
- mi na Tobie też zależy - szepnełam
Wpił się w moje usta, zachłannie całując.
Gdyby nie mój stan, zaszłoby to dalej.

***

Stałam przed ogromną filmą a raczej ogromną
kancelarią adwokadzką mojego ojca. Serce chciało wyskoczyć z mojej klatki piersiowej. Ostatni raz, spojrzałam na adres wypisany na mojej kardce, po czym udałam się do głównego wejścia.
- hej - zaczełam rozmowę z młodą kobietą z recepcji
- cześć, w czym mogę pomóc? - zapytała
- ja do Brada Rosegarden'a - poprawiłam włosy
- ma teraz klienta, ale musisz się najpierw umówić -tłumaczyła
- pierdole to - warknełam po czym udałam się długim holem, szukając drzwi z tabliczką o napisie "Brad Rosegarden"
Słuszałam jak dziewczyna woła mnie, próbując zatrzymać od wparowania do gabinetu.
- jest - szepnełam widząc napis
- nie możesz! - wrzasneła, ale ja zdążyłam już wparować do środka
- Amelio, mówiłem Ci, że. . - zaczął ojciec
- tak wiem ale ta sama .. - zaczeła jednak jej przerwałam
- witaj tato - rzuciłam, patrząc mu w oczy
Jego twarz zrobiła się biała jak kartka papieru.
- przepraszam Pana na moment, Amelio .. - kiwnął głową
Po chwili zostaliśmy sami w gabinecie.
- a więc twierdzisz, że jesteś moją córką ? - zakpił
- Twoją i Emily - dodałam
- hm, to bardzo interseujące ale nie jesteś jedyną, która
wpadła na ten pomysł, gdy w magazynie People, ukazał się artykuł ... - nie pozwoliłam mu dokończyć
- zdradziłeś moją mamę z July Owen, wtedy gdy w 1989 moja mama uciekła od Ciebie - tłumaczyłam, ukrywając łzy
- skarbie, w 1989 urodziła mi się 5 dzieci, mogę być ojcem
połowy Kanady - zaśmiał się
- dostaniesz 10 dolarów tak jak reszta - rzucił po czym
wyciągnął z portfela pieniądze, kładąc na biurku
Poczułam jak ciepło, okrywa moje policzki. Zerwałam z szyi łańcuszek, który był moją jedyną pamiątką po mamie a jednoczeście prezentem od Brada.
- masz, dostaniesz więcej niż 10 dolarów- splunełam po
czym wyszłam, trzaskając drzwiami
Wybiegłam z płaczem, a ciepłe powietrze otuliło moje ciało. Usiadłam na schodach i włożyłam twarz w dłonie. Płakałam bo tylko to dobrze mi wychodziło. Poczułam jak mój telefon zaczyna wibrować w torebce. Szybko go wyjełam, odblokowując kciukiem.
"Znajdę Cię suko" - John



Wybaczcie za te zaległości ... Dziękuję, że jesteście i dajecie mi tyle siły ;*
tumblr_mkds54vTHM1r6scwdo1_r1_500_large.png
Tagi: 16
05.05.2013 o godz. 21:22
Obudziłam się, leżąc na szpitalnym łóżku, podłączona
do różnych urządzeń. Śniła mi się mama. Może nie wiecie zbyt dużo o mojej rodzinie, a więc moja mama nie żyje. W Kanadzie został mi brat - Nick. Mój tata...hmm powiedzmy, że nie wie o moim istnieniu. To po prostu to zbyt skomplikowane by teraz o tym mówić, będąc w takiej sytuacji.
A więc wracając do mojego snu... mama mówiła mi, żebym była silna walczyła o swoje życie. Otwieracjąc szerzej oczy, oblizałam suche usta. Odruchowo złapałam się za brzuch, którego jakimś cudem tam nie było. Przeraziłam się. Gdzie jest moja Jezzy?! Urodziłam ?!
Zaczełam krzyczeć, wołając lekarzy.
Szybko przybiegł jeden z siwym zarostem na twarzy.
- gdzie mój brzuch, tzn Jezzy ?- zmarszczyłam brwi
Lekarz, patrzał na urządzenia, gdy po chwili swój wzrok
usadził na mnie.
- urodziłam ? - szepnełam
- tak, ale było już za późno ..- tłumaczył
W moich oczach zebrały się słone łzy.
- przykro mi- powiedział odchodząc
Poczułam jak głowa zaczyna mi pulsować, a łzy ciekną po policzkach. Straciłam ostatnią nadzieję. Jedyne co mogłam i robiłam w tamtym momencie to płakałam. Włożyłam twarz w dłonie, chcąc zasłonić rażące światło. Swoją głupotą zabiłam własne dziecko. Poczułam jak ktoś mnie obejmuje. Po zapachu, odrazu poznałam że to Justin. Jego naga klatka piersiowa obejmowała moje ciało, dajac mi wielką ulgę.
- prawie Cię straciłem- szepnął
Spojrzałam na niego i zobaczyłam w jakim jest
stanie. Jego oczy były całe czerwone od płaczu.
Sama nie mogłam ich wtedy powstrzymać.
- Jezzy...- szepnełam
- wiem - przerwał mi, całując w czoło
Justin położył się obok mnie, a ja odrazu położyłam
głowę na jego torsie. Mocno objął mnie, sprawiając
mi poczucie bezpieczeństwa.
Nic mnie nie bolało. Cały ból odszedł.
****
Następnego dnia, dostałam wypis ze szpitala.
Justin przywiózł mi rzeczy, które najprawdopodobniej
sam kupił. To jak bardzo troszczył sie o mnie było
niesamowite. Z każdą chwilą coraz mocniej odczuwłałam
do niego dziwne uczucie. Uczucie, którym napewno nie
darzyłam Johna. Justin złapał mnie w talii wyprowadzając ze
szpitala. Otworzył drzwi od białego ferrari, bym mogła
wziąść. Byłam w strasznim dole. Utrata dziecka, osoby
którą nosisz pod sercem jest nie do opisania. Ulewa za oknem sprawiła, że moje myśli błądziły.
- hej- Justin uśmiechnął się delikatnie, gładząc moje kolano
Posłałam mu lekki uśmiech udając że wszystko jest w
porządku.
- będziesz mieszkała ze mną - dodał
- Justin, nie będę dla Ciebie ciężarem, wrócę do Kanady- odparłam
- nie! - nie mal krzyknął
- nie jesteś ciężarem...nie odchodź..- szepnął
- dziękuję za wszystko - szepnełam a po moim policzku spłyneła pojedyncza łza
Akutart znaleźliśmy się pod domem szatyna.
Złapał moją twarz bym mogła na niego spojrzeć.
- to ja dziękuję - powiedział po czym delikatnie
złączył nasze usta
To co ze mną robił, chociażby samym pocałunkiem było magiczne. Był cudowny.
***
Oglądając telewizję siedziałam, patrząc tempo z ekran.
Na niczym nie mogłam się skupić. W głowie miałam Johna. Postanowiłam zadziałać by zapłacił mi za wszystkie krzywdy. To był odpowiedni moment. Justin akurat brał prysznic, a ja długo nie myśląć wziełam laptopa szukając adresu mojego ojca.
- Brad Rosegarden - powiedziałam do siebie
Odrazu wyskoczył mi adres jego firmy, gdyż był on jednym z najlepszych adwokatów w Kanadzie.
- czas się poznać tatusiu - szepnełam zamykając
urządzenie
Zemsta będzie słodka John.



Co wymyśliła Sawanna?!
601628_558329697524002_2053671369_n_large.jpg
Tagi: 15
01.05.2013 o godz. 21:32
ZANIM ZACZNIESZ CZYTAĆ...

OCZAMI JUSTINA


Zerwałem się na równe nogi, słysząc słowa Sawanny.
Krwawienie w ciąży ? to nie brzmi dobrze, a wręcz krytycznie. Podeszłem do niej i zobaczyłem w jak dużej plamie krwi leży. Moje oczy zrobiły się duże. Sawanna płakała, nie mogąc się uspokoić. Sam nie wiedziałem co robić. Postanwiłem zawieźć ją do szpitala, bo zanim przyjedzie pogotownie, może stać się najgorsze. Pobiegłem do łazienki, biorąc z szafki ręczniki. Sawanna owineła się jednym wokół talii a ja ją podniosłem i szybko zszedłem na dół. Płakała w moje ramiona a ja byłem przerażony. Delikatnie posadziłem ją na miejscu pasażera i szybko obiegłem samochód. Jechałem dość szybko, by zdąrzyć zapobieć najgorszemu.
- Sawanna, spokojnie - uspokajałem ją, biorąc jej dłoń i
składając na nim delikatny pocałunek
- tak strasznie mnie boli - mówiła przez łzy
- jeszcze chwila, wytrzymaj - tłumaczyłem
Gdy znaleźliśmy się przed szpitalem, szybko wyciągnełem
Sawannę z samochodu, biorąc ją w ramiona. Zanim weszliśmy do środka, poczułem jak jej ręcę bezwładnie opadają. Zemdlała. Zaczełem wołać lekarzy, dosłownie kogo kolwiek, kto był w stanie mi pomóc. Szybko zabrali mi ją z rąk a ja po prostu zaczołem płakać. Usiadłem na jednym z krzeseł, i
włożyłem twarz w dłonie. To jak bardzo zależało mi na
Sawannie było nie do opisania. Wiedziełem napewno, że z dzieckiem nie jest najlepiej ale bałem się też o nią.
Była tak pobita, słaba, że martwiłem się o najgorsze.
Chęć zabicia Johna rosła z każdą sekundą. Podszedł do mnie mężczyzna w białym fartuchu.
- Pan jest mężem ? - zapytał z powagąc na twarzy
Przetarłem oczy, usuwając łzy.
- nie, jestem przyjacielem- odparłem wstając
- czy pan zdaje sobie sprawę jak pobita jest pana przyjaciółka ?
- ona... tak wiem - spuściłem głowę
- pan jej to zrobił ? - zapytał a ja zamarłem
- NIE!!! - krzyknąłem na cały szpital
- ona do mnie przyszła w takim stanie, nie wiem co się stało! - zaczołem kłamać w żywe oczy
- dobrze, ale jej stan jest krytyczny, jej i dziecka- rzucił po czy odszedł
Załamałem się. Moje ramiona bezwładnie opadły wzdłuż ciała.
Kolejne łzy wyleciały z moich oczy. Nie mogłem znieść myśli, że zostawiłem ją samą z Johnem. Nie przypuszczałem, że do tego dojdzie. Siedziałem tak myśląc co będzie jak ją stracę. Nie jestem pewny, ale to możliwe bym się w niej zakochał? Czując jej usta na swoich czuje się jak w niebie.
Zrobił bym dla niej dosłownie wszystko. Gdy zobaczyłem
jej nagranie i to jaka śliczna jest, postanowiłem ją odwiedzić. Nie żałuje żadnej decyzji, co do niej. Nawet tego jak gosposia nam przerwała. Z rozmyśleń wyrwały mnie krzyki lekarzy i pielęgniarek.
- tracimy ją!!
Zamarłem. Wstałem biegnąć do jednej z pielęgniarek.
Szarpnąłem ją za ramię a tam mierzyła moje ciało wzrokiem. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że jestem w samych szarych dresach i białych suprach.
- co z nią ? - zapytałem, ignorując jej spojrzenie
- nie uratowaliśmy dziecka- odparła
Czułem jak moje oczy zalewają łzy.
- a Sawanna ?- szepnąłem
- walczy o życie - rzuciła po czym odeszła
Mocno uderzyłem pięśnią w ścianę, dając upust emcjom.
Ponownie usiadłem modląc się do Boga.
- Panie Boże, błagam Cię nie zabieraj mi jej- szepnąłem
zamykając oczy
Łzy leciały z każdej strony a ja czułem się bezsilnie.
Już nic nie mogłem zrobić.
*
Siedziałem w takiej pozycji, płacząc już od dłużeszego
czasu. Nie wiem ile dokładnie czasu mineło. Chyba zbyt dużo, by o tym myśleć. Ponownie włożyłem twarz w dłonię, z nadzieją, że to tylko zły sen a ja z Sawanną jesteśmy głównymi bohaterami. Niespodziewanie poczułem obce ciepło na
moich dłoniach. Poniosłem głowę i zobaczyłem małą dziewczynkę z rudymi włoskami do ramion. W ręku trzymała misia, na oko miała 5 lat.
- hej, dlaczego płaczesz? - zapytała swoim delikatnym głosem
Po moim policzku ponownie spłyneła pojedyncza łza.
- bo mi przykro - szepnąłem
- czemu ? - zapytałam ponownie, ocierając moją łzę z policzka
- bo moja...przyjaciółka, walczy o życie - spuściłem głowę
- jak ma na imię ? - usiadła obok mnie
- Sawanna- szepnąłem
- moja mama ma raka - powiedziała, przytulając misia do swojego szczupłego ciała
- pan doktor powiedział, że ją uratuję, ale ona jest... nie odzywa się do mnie - spuściła głowę
- może śpi - próbowałem ją jakoś pocieszyć
- myślisz? ona śpi już bardzo długo - odparła
- Jasminne ! - usłyszałem męski głos dobiegający z końca
korytarza
- muszę iść, tatuś mnie woła - rzuciła po czym wstała i odeszła
Zastanawiałem się co jest gorsze. Stracić ukochaną przez
brutalne pobicie czy poprzez chorobę, która przyszła niespodziewanie. Zdecydownie żadna z nich nie była lepsza, ale ta druga opcja brzmiała lepiej. Wiesz, że ktoś pobił osobę na której Ci zależy a Ty czujesz na sobie cały ciężar, że to przez Ciebie. Mam ogromnie poczucie winy, a
sumienie nie pozwala mi myśleć o niczym innym. Jednak najgorsze dopiero przed nami.



~~~~~~~
Dodaję wam szybko i lecę się uczyć chemii i biologii.
alanyloglicylofenylocysteina mówi wam to coś ? bo ja właśnie muszę się uczyć tego gówna -.- Jeszcze tylko jeden dzień i 2 tyg wolnego ;) taaaaak, tego mi trzeba. Dzień zdecydownie zaliczam do nie udanych.
Jak macie pytania to askujcie KOCHAM I DZIĘKUJĘ ZA TYLE KOMENTARZY ! ;*
54.jpg
Tagi: 14
29.04.2013 o godz. 15:00
Obróciłam się na około, pokazując mu moje posiniaczone
ciało. To że byłam w samej czarnej bieliźnie, nie robiło na mnie wrażenia.
- widzisz? - szepnełam
- moje ciało to jeden wieki siniak- usiadłam obok na kanapie, chowając twarz w dłoniach
- jak mam to wytłumaczyć lekarzom ? że mąż mnie katuje ?!
- Sawanna dlaczego mi nie powiedziałaś ? - zapytał z łzami w
oczach
- nic by to nie zmieniło, on po prostu chce mnie zabić-rzuciłam, bez emocji
Poczułam jego ciepłe dłonie na mojej talli.
- nie pozwolę na to - powiedział patrząc mi w oczy
Wtuliłam się w jego tors, czując się cholernie bezpiecznie.
- dziecko... Jezzy... jest z gwałtu - szepenłam gdy usadził mnie na swoich kolanach
- co ? - zmarszczył brwi
- byłam bita, gwałcona praktycznie codziennie, nie planowałam dziecka, planowałam ucieczkę- po moim policzku spłyneła pojedyncza łza
- gdy już miałam uciekać, zemdłam i trafiłam do szpitala a
tam powiedzieli mi że jestem w ciąży - dodałam
- Boże- szepnął gładząc moje włosy
- To tak jakbyś krzyczał, ale nikt nie może Cię usłyszeć.
Czujesz się zawstydzony, że ktoś kogo kochałeś teraz
niszczy Twoje życie. Nikt nigdy nie zrozumie, jak mocno
to boli. Czujesz się beznadziejnie, ale nic nie może Cię uratować. I kiedy jest już po wszystkim, praktycznie marzysz by ze sobą skończyć- mówiłam z zamkniętymi oczami,
wtulona w jego tors
- nie mów tak, proszę - głodził moje nagie plecy
- nie mam siły już walczyć, widziałam że mnie pobiję
po tym jak zaczełam go wyzywać przy Tobie i jak wyszedłeś - Justina koszuka była mokra od moich łez
- zabije go - rzucił mocno tuląc mnie w swoje ramiona
Odsunełam się, by spojrzeć na jego twarz.
- nie Justin, nie waż się mu nic robić ..
- żartujesz? - syknął
- sama chętnie bym go zabiła za wszytskie krzywdy, jakie
mi wyrządził.. ale jest problem bo ona ma znajomości, z
ludzmi... złymi ludzmi ...
- nie obchodzi mnie to! - wstał, chodząc z kółko po dużym salonie
Czułam ogromny bół ciała. Brzuch bolał, a stopy dosłownie krwawiły, nie wspomnę już o mojej twarzy. Zamknełam oczy, chcąc na chwilę przestać myśleć o bólu mojego ciała. Byłam bezsilna, i nie miałam ochoty nigdzie iść. Chciałam zostać na tej kanapie, bo tak było mi najwygodniej. Justin stał naprzeciw mnie, przyglądając mi się uważnie. Jego mięśnie były napięte a dłonie, zamknięte w pięści. Mierzył wzrokiem moje ciało, a ja nie zachwycałam się jego włosami, które
wyglądały wręcz zachwycająco.
- Sawanna, Boże - jęknął podchodząc do mnie
- co? -zmarszczyłam brwi
- chodź, wykąpiesz się, Twoje stopy krwawią - powiedział
uśmiechając się delikatnie
Spojrzałam na schody, i pomyślałam że w życiu tam nie
wejdę.
- no chodź - zaśmiał się, podając mi dłoń, żebym wstała
Lekko się uśmiechnełam, podając mu dłoń.Podniosłam swoje ciało, ale zaraz się skrzywiłam czując ogromny ból stóp. Justin widząc to, odrazu pochylił się i złapał mnie tak, by nie sprawić mi bólu. Czułam się jak panna młoda, noszona przez swojego męża. Edit, ja mam męża ale on mnie nie nosi na rękach tylko bije. Poczułam jak idziemy po schodach, więc
schowałam głowę w jego szyi. Odrazu poczułam, jego paraliżujący zapach, który sprawił, że zapomniałam o bólu całego ciała. Weszliśmy do dużego pomieszczenia, którym
okazała się sypialnia Justina. Wnętrze było równie zachwycajace jak cały dom. Gigantyczne łóżko na środku, dębowa podłoga i piękne meble przy ścianie. Usadził mnie na łóżku i wyszedł jak się domyślam do łazienki. Rozglądałam się po pomieszczeniu, gdy Justin ponownie usiadł obok mnie.
- nalałem Ci wody do wanny - uśmiechął się
- dziękuję - powiedziałam szczerze
Poniownie zaniósł mnie tym razem do łazienki, i postawił na Ziemi. Podeszłam do lustra, i zamarłam. Z moich oczu, wyleciały łzy widząc jak wygląda moje ciało. Justin odrazu mocno mnie przytulił.
- nigdy więcej na to nie pozwolę - powidział w moje włosy
Położyłam dłoń na jego karku, przyciągając go jeszcze bliżej.
- nawet nie wiesz jak jestem Ci wdzięczna- powiedziałam
patrząc mu w oczy
Pocałował mnie w czoło, lekko się odsuwając.
- nie mam żadnych rzeczy - spojrzałam na niego
- czekaj- rzucił i wyszedł z pomieszczenia
Na nadgarstu miałam czarną gumkę do włosów, więc szybko zrobiłam wysoki kucyk. Justin wszedł i podał mi białą bluzkę i szare dresy.
- dzięki - rzuciłam uśmiechając się szczerze
- Sawanna... poradzisz sobie ? - zapytał nie pewnie
- tak - zaśmiałam się , całując go w kącić ust
Uśmiechnął się po czym wyszedł, zamykając drzwi. Ściągnełam rzeczy i weszłam do wanny, wypełnionej ciepłą wodą. Poczułam ulgę, moje ciało się zrelaksowało. Stopy szczypały, tak jak wszystkie rany na moim ciele. Jednak mimo wszystko, woda sprawiła mi ulgę. Staranie umyłam ciało, żelem Justina, który pachniał idealnie. Czując na sobie jego zapach, czułam się cudownie. Założyłam bluzkę, która była dla mnie sporo za dłuża i długa. Gdy tylko założyłam spodnie, odrazu ze mnie spadły, więc postanwiłam że zostanę w samych majtkach. I tak już widział mnie prawie nagą więc trudno. Przemyłam twarz wodą, zmywając z niej cały makijaż zmieszany z krwią. Delikatnie przetarłam ją
ręcznikem by nie najechać na ranę, z której nie wypływała już krew. Widząć jak Justin zostawił zapakowaną jeszcze szczoteczkę, starannie umyłam zęby. Gotowa wyszłam z łazienki idąc w stronę sypialni. Justin leżał w samych dresach z pilotem w ręku. Czułam że moje policzki się czerwienią, widząć jego umięśnione ciało.
- em.. spodnie za duże, także..- ciągnełam stojąc progu
- chodź muszę opatrzeć te rany- uśmiechnął się wstając
Usiadłam na skraju łóżka. Podszedł do mnie kucając i
wyjmując z apteczku, potrzebne plasty i bandarze. Podniósł jedną moją stopę i delikatnie przetarł ją wacikem z wodą utlenioną. Syknełam gdy, poczułam nieprzyjemne szczypanie. Zaczął dmuchać obolałe miejsce a ja byłam w szkoku, że tak się stara. Starannie owinął moją stopę bandażem i uśmiechnął
się szeroko gdy skończył, jakby był z siebie dumny.
- jestem z Ciebie dumna- zaśmiałam się
- oh naprawdę ? - zapytał uśmiechając się łobuzersko
- tak - szepnełam
Jego twarz była bardzo blisko mojej, że czułam jego oddech na mojej skórze. Zbliżyłam się do niego i delikatnie dotknełam jego ust. Miałam rozciętą wargę, ale to w tamtym momencie nie to nie interesowało. Chciałam znowu poczuć jego usta na swoich. Przysunął się jeszcze bliżej, pogłębiając pocałunek. Gdy w końcu się od niego oderwałam, złapłam jego twarz w dłonie, wpatrując się w tego czekoladowe oczy.
- zależy mi ta Tobie - szepenął
Ponownie wpiłam się w niego usta, namiętnie całując.
Gdy położył dłoń na moim udzie, syknełam czując ogromny ból.
- przepraszam- powiedział odrazu
- nic się nie stało - uśmiechenełam się delikatnie
- połóż się już, napewno jesteś zmęczona- rzucił po czym wstał, idąc w stronę drzwi
- Justin -
- hm ? -odwrócił się
- nie śpisz ze mną? - zapytałam z nadzieją w oczach
- chcesz? - zapytał marszcząc brwi
- tak, nie chcę być sama- tłumaczyłam bawiąc się palcami
- chodź- uśmiechnął się, kładąc się na łóżku
W całej tej sytuacji rozpraszała mnie jego opalona klata. Przysunałam się do niego, kładąc głowę na jego ramieniu. Mierzwił moje włosy dłonią, sprawiając że czułam się bezpieczna w jego ramionach. Zasnełam szybciej, niż planowałam.
~*~
Obudził mnie silny bół brzucha. Justin spał obok, obejmując mnie ramieniem. Czułam, że leżę na czymś mokrym. Zrzuciałam kołdrę z nóg a moje źrenice się rozszerzyły. Wpadłam w panikę. Z moich oczu, automatycznie zaczeły wylewać się łzy. Zaczełam szarpać Justina, by się obudził.
- Justin!
- hm ? -wymruczał zaspany
- Justin! ja krwawię!!



Więc...
022.png
Tagi: 13
27.04.2013 o godz. 19:47
Rozdział może zawierać dość drastyczne sceny, więc osoby o słabych nerwach lepiej niech tego nie czytają..

Nie czekając na jego reakcję, szybko poszłam na górę,
w celu spakowania swoich rzeczy. Tak dobrze słyszycie,
wyprowadzam się to koniec. Wchodząc do mojej sypialni, szybko zdjełam poprzednie rzeczy i ubrałam czarną bokserkę i jeansowe spodenki. John wszedł do środka, z zaciśniętymi pięściami.
- pożałujesz tego Sawanna- warknął
Szybko poczułam ból po lewej stronie twarzy. Uderzył mnie. Skrzywiłam się, kładąc dłoń na policzku.
- jesteś żałosny- stwierdziałam robiąc grymas
Ponownie dostałam w twarz ale tym razem mocnej, mój policzek został rocięnty, jednak tym razem z drugiej strony.
- potrafisz tylko pić prawda? nic kurwa innego nie potrafisz- splunełam
Tym razem dostałam tak mocno, że upadłam na ziemię.
Dosłownie pojawiły mi się gwiazdki przed oczami.
- gdzie teraz jest Twój Justin ? - zaśmiał się
- szkoda że jak był przed chwilą to nie potrafiłeś się wypowiedzieć zdaniem, szmaciarzu - syknełam
Przeginam, wiem, ale i tak to się zaraz zakończy.
- jesteś suką Sawanna- rzucił patrząc na mnie z góry
- a Ty męską dziwką- syknełam
Złapał mnie za włosy, ciągnąc na hol. Zaczełam krzyczeć, czując jak wyrywa mi włosy.
- puszczaj- kopnełam go w krocze
Jęknął pochylajać się ku ziemi. Szybko wstałam wbiegając do sypialni bo torebkę z dokumentami. Błąd. Mogłam już uciekać.
Ponownie szarpnął mnie za włosy, zmuszając bym spojrzała
na jego obrzydliwą twarz. Dostałam z pięści w twarz, nie raz a kilka. Czułam ogromny ból w szczęce i czułam krew w ustach. Zebrałam całą slinę, zmieszaną z krwią by opluć go w twarz. Miałam zamiar to przeżyć. Chciałam tego dla dziecka. Wypłułam wszystko na jego twarz, sprawiając że złość pulsowała w jego żyłach. Szybko wyrwałam się z uścisku, zabierając torebkę, wybiejając na hol. Dorwał mnie, rzucajać o ścianę. Moja głowa uderzyła tak mocno, że prawie straciłam przytomność. Przyciskał mnie do ściany, uciskając gardło, zatrzymując jednocześnie przepływ powietrza do moich płuc.
- i co ? co teraz zrobisz? - zakpił
Dusiłam się. Wolną ręką uderzyłam go w twarz z całej siły
jaką udało mi się zebrać. Pomogło, jednak nie na długo.
Łapczywie zaczerpnełam powietrza, odpychając go dłońmi.
Udało mi się wyrwać i już byłam przy schodach. Popchnął mnie z całej siły na drewniane schody. Upadłam prosto na brzuch, turlając się ze schodów. Czułam ogromny ból brzucha, twarzy i nóg. Przez chwilę leżałam w bez ruchu. Usłyszałam kroki Johna, więc ostatnimi siłami wystałam, czując silny skórcz. Jęknełam łapiąć obolałe miejsce.
Szybko wbiegłam na korytarz, zabierajac z niego jedyne buty jakie się tam znajdowały czyli 15cm czarne szpilki. Sięgnełam po torebkę i wybiegłam z domu, na boso by zaoszczędzić sobie dodatkowego bólu. Słyszałam jak John mnie woła, możliwe że mnie gonił, ale biegłam z całych siły do domu Justina. Na szczęście nie mieszkał daleko. Czułam jak krew kapie z mojego policzka cieknąc na odkryty dekold. Było już dość ciemno więc ulice były prawie puste. Ból który towarzyszył mi przez całą drogę był straszny. Czułam jak ciało odmawia mi posłuszeństwa. Przestałam biec, odwracając się czy John za mną nie biegnie. Nikogo nie było. Moja klatka piersiowa opadała i uniosła się w maksymalnym tępie. Stałam na pustej ulicy, próbując złapać oddech. Moje ciało bolało, niemiłosiernie. Brzuch, jakby miał zaraz eksplodować a stopy- obolałe i okaleczone od
biegnięcia bez butów. Najbardziej z tego wszystkiego
bałam się o dziecko. Ja to nic, ale moja mała Jezzy...
Upadłam całym ciężarem prosto na brzuch, więc napewno się to dobrze nie skończy. Usłyszałam głośny ryk silnika, zbliżającego się w oddali. Serce podskoczyło mi do gardła.
Szybko pobiegłam w pobliskie krzaki, chowając się w nich.
Dosłownie przedemną przejechał drogi samochód, w którym
znajdował się John. Łzy leciały mi strumieniami po policzkach i szczerze to nie wiedziałam co mam robić. On chciał mnie zabić, to było pewne. Gdy głoś warczącego silnika ucichł, dając mi znak że mój były mąż odjechał, szybko wyszłam z krzaków. Do Justina zastało mi 5 minut drogi. Nie czekając ruszyłam szybkim krokiem. Przez ramię miałam przewieszoną torebkę Channel, którą dostałam od Johna a w dłoniach trzymałam swoje szpilki. Nie mogłam ich założyć bo sprawiałoby mi to duży ból. I tak moje nogi ledwo szyły z braku siły i mnóstwem krwiaków. Włosy przykleiły się do mojej twarzy, razem z słonymi łzami i krwią z rozciętego policzka. Przyśpieszyłam chcąc być już bezpieczna w ramionach Justina. Modliłam się tylko by, był on w domu, bo w przeciwnym wypadku... to mój koniec. Nie mam dokąd iść. Krzyknełam, gdy poczułam jak w mojej stopie znajduję się 'ciało obce'. Oparłam dłoń o drzewo i podniosłam stopę by zobaczyć co się w niej znajduję. Leciała krew a w mojej bosej stopie znajdowało się 3 cm szkło. Zagryzłam wargę, przykładając dłoń do kostki. Krzyknełam na cały głos, gdy wyciągnełam szkoło z mojej stopy. Krew leciała strumieniem z mojej twarzy jak i stopy. Szybko odgarnełam niesforne włosy i ruszyłam w stronę domu Justina, ignorując ból. Kulałam i ostatnimi siłami stanełam przed drzwiami szatyna. Uniosłam pięść i zaczełam pukać, rozglądając się na boki.
- Błagam, bądź w domu - szepnełam do siebie
Po chwili drzwi się otowrzyły a w progu stał Justin.
Na jego widok zaczełam płakać. Patrzał na mnie z otwartymi ustami.
- Justin- szepnełam rzucając mu się na szyję
- Sawanna .. - szepnął w moje włosy
- zamknij drzwi błagam- rzuciłam ze łzami w oczach
Zrobił jak kazałam po czym szybko do mnie podszedł.
- on Ci to zrobił ? - złapał moją twarz w dłonie
- tak - rozpłakałam się na dobre
- zabije - rzucił i szybko mnie wyminął, biegnąc w stronę
drzwi
- Justin! - krzyknełam ale za późno, gdyż już był na zewnątrz
- Justin błagam, nie zostawiaj mnie !- wybiegłam za nim, zsuwając się po drewnianych drzwiach
- mam tylko Ciebie - dodałam, chowając twarz w dłoniach
Byłam bez silna. Jednyną rzeczą, którą mogłam robić w tym
momencie to plakać. Szybko do mnie podszedł, podnosząc.
- nie zostawie Cię - szepnął, tuląc mnie w swoje ramiona
- dziękuję - odparłam z ulgą
- jedziemy do lekarza- powiedział stanowczo ciągnąc mnie do
samochodu
- nie!! - wrzasnełam wracając do domu
- Sawanna, lekarz musi Cię zbadać! - warknął idąc za mną do
salonu
- nie- warknełam
- dlaczego do cholery ?! - uniósł głos
- przecież John tam nie wiejdzie, dopilnuje tego, możesz
być spokojna - dodał, kładąc dłoń na moim ramieniu
- chcesz wiedzieć dlaczego nie chcę jechać do lekarza? -
zapytałam ze łzami w oczach
Kiwnął głową, chcąc znać powód mojej decyjzji.
Nerwowo oblizałam usta, a krew dostała się do mojej buzi, poprzez rozciętą wargę.
- siadaj- rzuciłam patrząc na niego
Głośno westchnął, siadając na skórzanej, czarnej sofie.
Zaczełam rozpinać spodenki, które po chwili opadły na ziemię. Podniosłam skrawek bokserki, unosząc ją do góry.
- dlatego- szepnełam ze łzami w oczach




Jeśli uważacie że to dość mocne, to poczekajcie na kolenje rozdziały xD tak sobię to wymyśliłam i taka jest fabuła tego opowiadania, że nie będzie kolorowo i wielkiej miłości, bynajmniej narazie ;p ZALICZYŁAM CHEMIĘ! wracam do normalnego blogowania ! ;D Pytania ? ask
,.png
Tagi: 12
24.04.2013 o godz. 20:21
Szybko ogarnełam spływające łzy, wycierając je dłonią. Głośno wypuściłam powietrze, widząc jak Justin wchodzi do środka. To nie było zabawne, wiedząc że Twój mąż chwilę później pobiję Cię do nieprztyomności, nie zwarzając na fakt, iż jesteś w ciąży. Najgorszcze, że Justin nie znał całej prawdy a jedynie mały urywek mojego piekła. Szybkim krokiem ruszyłam do domu, mając nadzieję, że jakoś wyproszę z niego Justina, zanim powie kilka słów za dużo. Weszłam do salonu, ale jednak za późno, bo rozmowa między nimi już trwała. John siedział na kremowym fotelu, trzymając szklankę
z cieczą, jak dobrze widzę to whiskey z colą. Jego szczęka była zaciśnięta i widać, że nie ukrywał swojej złości na widok Justina. Szatyn stał naprzeciw niego z zaciśniętymi pięśniami.
- wiedzę że opiekujesz się moją żoną- zaśmiał się John
- ktoś musi - warknął szatyn
- Justin- złapałam go za ramię, by spojrzał mi w oczy
Posłałam mu blagalne spojrzenie, żeby przestał jednak ten
olał mnie i moją minę, dalej ciągnąc rozmowę z moim tyranem.
- jak tam w pracy? - Justin położył dłonie na swoim torsie
- dobrze, nawet bardzo- prychnął
- uh naprawdę ? - Justin uniósł brwi
- Twoje zerwanie umowy nie przyniosło mi jakiś
specjalnych strat- powiedział poważnie, patrząc na mnie
- to dość dziwne, bo Twój pracownik dzwoinił do mnie
błagając żebym się jeszcze zastanowił - zaśmiał się Jus
John się wkurzył, zaciskając dłoń na szklance.
- nawet Katy dzowniła- powiedział poważnie a ja zamarłam
Słysząć imię tej sekretarki z którą John mnie zdradza,
przewraca mi się w żołądku. Mina tego sukinsyna była
bezcenna. Patrzał z ogromną złością to na mnie to na
szatyna.
- tak Katy, ta z którą pierdolisz się na boku - warknął
O w morde! skąd on to wie?! przecież nie mówiłam z kim mnie zdradza!!!
- widzę że moja żonka Ci się spowiada- warknął wstając
i podchodząc do mnie
- nie, nic mi nie mówiła ale widziałem wczoraj swoje
John stał naprzeciw nas, parząc z pogardą na Justina.
- wiesz- szatyn zaśmiał się wymijajać Johna i podchodząc do okna
- zastanawiam się jak można zdradzać taką kobietę jak Sawanna?- zmarszczył brwi
- widocznie Ciebie potrafi zadowolić jedna ale ja mam większe wymagania- prychnął
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Straciłam kontrolę.
- Ty pojebany skurwielu - syknełam zwracając wzrok na siebie
John odwrócił się w moją stronę a jego twarz zamarła.
Chyba nie spodziewał się tego po mnie, że w ogóle się
odważę tak go niego powiedzieć
- 5 lat się z znamy z tego 2 lata jesteśmy małżeństwem!
Przez 3 lata lizałeś mi dupę, żebym z Tobą była a teraz
gdy jestem z Tobą związana nie tylko przez ślub ale także
przez dziecko, mówisz, że jedna Ci nie wystarcza!? Widzę, że odziedziczyłeś po tatusiu, wszystkie cechy. Tak samo zdradzasz mnie jak twój ojciec twoją matkę. Szarpiesz, czasem lekko uderzysz ale przecież to norma prawda? takie rzeczy dzieją się w każdym małżeństwie mam rację John? - zmarszczyłam brwi
- Dzięki Bogu, ze noszę pod sercem córkę a nie syna bo jeszcze by odziedziczył charakter po swoim pierdolonym tatusiu- syknełam
- pożałujesz tego suko- warknął
Szczerze ? już mi było wszystko jedno.
Wiedziałam, że moja śmierć zbliża się wielkimi krokami. Byłam na to gorowa, ale najpierw chciałam powiedzieć na głos co o nim myślę zanim pożegnam się z tym światem.
Zaśmiałam się ironicznie mając gdzieś co mi za chwilę zrobi.
- Justin, idź już proszę - podeszłam do chłopaka
Stał, nie wiedząc co robić. Chyba za dużo usłyszał
jak na jeden raz. Odwróciłam się napięcie do Johna, uśmiechając szyderczo.
- skarbie wiesz co Ci powiem ? - zaśmiałam się
Wskazałam palcem na Justina i powiedziałam:
- to jest prawdziwy mężczyna, potrwafi zaopiekować się kobietą i traktować ją z szacukiem a nie wyzywać od dziwek czy suk- splunełam
- ŻAŁUJĘ ŻE TO ON NIE JEST OJCEM MOJEGO DZIECKA- każde słowo mówiłam wyraźnie robiąć duże spacje by dobrze mnie
zrozumiał
Sawanna się rozkręciła na dobre, ale zaraz pożałuje tych słów.- pomyślałam
- dlaczego nic nie mówisz? - zmarszczyłam brwi kładąc dłonie na talii
Wiedziałam że czeka aż Justin wyjedzie bym mogła zapłacić za wszystkie wypowiedziane słowa. Nie chciałam już dłużej czekać, chciałam mieć to za sobą. Chciałam już odejść z tego pojebanego świata. Spojrzałam na szatyna a ten chyba był w szoku, co właśnie powiedziałam. Postanowiłam to wszystko zakończyć. Dziś zakończyć moje beznadzieje życie. Byłam przygotowana na najgorsze.
- aha i zapomniałam dodać...- odwróciłam się do Johna, który wpatrywał się we mnie z nienawiścią
- chcę rozwód- rzuciałam
- chyba kpisz? - prychnął
- to koniec- powiedziałam z kamienną twarzą
Nie żałowałam żadnego słowa, wypowiedzianego z moich ust. Żadnego.
- nie dostaniesz rozwodu- warknął biorąc łyka trunku
- będziesz mnie trzymał siłą? - uniosłam brwi
- chociażby- uśmiechnął się sztucznie
Nerwowo oblizłam usta a chęć uderzenia go w twarz rosła z sekundy na sekundę.
Odwróciłam się do Justina, biorąc go za dłoń.
- dziękuję za wszystko- szepnełam
- Sawana..- spojrzał na mnie w szoku
Tak własnie żegnałam się na dobre z moim ukochanym idolem, przyjacielem ...
- idź już proszę, muszę porozmawiać z Johnem-moje oczy zaczeły wypełniać łzy
- nie - pokiwał przecząco głową
Mocno go przytuliłam, chowając głowę w jego ramiona. Odrazu odwzajemnił uścisk z dużym uczuciem.
- idź proszę- szepnełam mu do ucha
- zadzwonie później- również szepnął mi do ucha
- co za cudowna para, więc to z nim mnie zdradzasz ?-warknął John
- nie jestem taka jak Ty- mówiąc to przypomniała mi się
wczorajsza sytuacja jednak nie dawałam tego po sobie
poznać
- jasne, i tak wiem że pierdolisz moją żonkę- rzucił do Justina
- jesteś pojebany - stwierdził Jus, wymijając go John mierzył mnie wzrokiem a ja już wiedziałam co zaraz
nadejdzie. Justin wyszedł, zostawiajć mnie sam na sam z Johnem. Zawsze na szyi nosiłam łańcuszek z obrączką, ale adrenalina wystrzeliła w moich żyłach, to tego stopnia, że nie kontrolowałam już swoich czynów. Miałam dosyć.
Złapałam dłonią łańcuszek i szarpnełam z całej siły, jednocześnie zrywając go. Trzymałam go w dłoni, przyglądając się uważnie złotemu krążkowi. John milczał, czekając na mój ruch. Zrzuciałam mu łańcuszek przed nogi.
- zabieraj tą gównianą miłość- splunełam
Nie będąc świadoma co mnie czeka.



Chemia poszła całem dobrze, więc liczę na to, że zaliczę ten sprawdzian. WIECIE, ŻE WAS UWIELBIAM, PRAWDA ?
Pytania ? ask
562832_360252650758549_2021792640_n_large.png
Tagi: 11
22.04.2013 o godz. 20:00
Obudziłam się szcześliwsza niż wczoraj. Brak obecności Johna dawał mi same plusy. Jedak szczęście się dziś kończy. On wraca dzisiaj wieczorem. Powinnam się bać?
Pewnie tak. Po tym co powiedziałam mu przez telefon, powinnam być już trupem. I pewnie będę, bo boję się myśleć co mi dziś zrobi. Pobije? zgwałci? a może zabije z
tej całej miłości? Jedno jest pewne, nienawidziłam
go całym sercem. Postanowiłam uciec, gdy tylko urodzę. A właśnie zapomniałam wspomnieć, że wybieram się na USG i dziś poznam płeć dziecka. W głębi modlę się żeby była to dziewczynka a nie chłopiec. Jeszcze by odziedziczył charakter po ojcu ...
Ubrałam zestaw i wyszłam z uśmiechem na twarzy. Zamykając bramkę od domu, zauważyłam dobrze mi znany samochód. Samochód Justina. Odrazu zaczełam się szczerzyć na jego widok.
Wyszedł i podbiegł do mnie, tuląc i całując w policzek.
- gdzie się wypieramy ?- zaśmiał się
- do lekarza- odpowiedziałam
- mogę iść z Tobą? - zapytał nie pewnie
- jasne- powiedziałam jakby to była oczywista rzecz
Otworzył mi drzwi a ja szybko wsiadłam
do jego białego ferrari. Jadąc dużo rozmawialiśmy,
śmieliśmy się a nawet śpiewaliśmy.
- Sawanna- powiedział poważnie
- twój głos.. - spojrzał na mnie ździwiony
- jęczenie kozy, wiem- zaśmiałam się
- żartujesz?!- nie mal krzyknął
Stanął na światłach, i przyglądał mi się uważnie.
- zaśpiewaj mi coś- powiedział poważnie
- żartujesz? w życiu- rzuciłam
- no weź proszę ..- spojrzał na mnie błagalnie
- w domu - przerzuciłam oczami
- jak nie, to Cię zmuszę- zaśmiał się
- jasne- prychnełam
- chcesz się założyć? - spojrzał na mnie uśmiechając się
łobuzersko
Spojrzałam na niego zagryzając wargę.
- okay, okay- uniosłam ręcę w geście obronnym
Chwilę później byliśmy już pod przychodnią.
Weszliśmy do środka a lekarz odrazu zaprosił mnie do środka. Po szybkim badaniu, okazało się, że spodziewam się dziewczynki. Mała Jezzy. Tak Jezzy, jest zdrowa i rośnie prawidłowo. Wyszłam z gabinetu cała uradowana i odrazu rzuciłam się w ramiona szatyna.
- mam dziewczynkę- pocałowałam go w policzek
- gratuluję - uśmiechnął się
- Jezzy- rzuciłam idąc w stronę drzwi
- moja siostra ma tak na imię
- wiem- uśmiechnełam się
- hmm.. czy to ma coś ze mną wspólnego? - zaśmiał się otwieracjąc mi drzwi.
Stanełam i spojrzałam na niego.
- mmm...tak- zaśmiałam się wchodząc do środka
Szatyn szybko znalazał się na miejscu kierowcy.
- dobra, mów dlaczego ? - spojrzał na mnie,
uśmiechając się szeroko
- bo....ciągnełam szczerząc się
- bo, gdyby to był chłopczyk miałby na imię Justin- zagryzłam wargę patrząc na niego
- a że jest to dziewczynka to będzie Jezzy, jak
Twoja siostra - spojrzałam na niego nie pewnie
- ale dlaczego ? - zaśmiał się
- może dlatego, że dzięki Tobie jestem tu teraz, a nie
3 mietry pod Ziemią- rzuciłam patrząc w szybę
- Sawanna- złapał mnie za dłoń
- Nie Justin, taka jest prawda..nie raz Twoje słowa,
czy piosenki wyciągneły mnie z najgorszych sytuacji.
I musisz być tego świadom, że nie tylko mnie.
Uśmiechnął się i rozłożył ramiona bym się do niego
przytuliła. Długo nie czekał na moją odpowiedź,bo
odrazu zbliżyłam się do niego, mocno tuląc.
-dziękuję- szepnełam
- to ja dziękuję, gdyby nie wy i wasza wiara we mnie,
byłbym nikim- gładził moje włosy
Odsunełam się i pocałowałam go w policzek.
Po chwili ruszyliśmy do domu Justina.
Tak, do jego domu bo musiał zabrać jakiś dokument.
Otworzył mi drzwi, tak bym mogła wejść do środka.
Wnętrze było poporstu piękne. Jasne pastelowe kolory,
i piękne meble dawały idelane połączenie. Justin zaprosił mnie do gigantycznego salonu a sam poszedł na górę. Rozglądałam się na około, podziwiając każdy kont. Podeszłam do brązowej komody na której stało pełno ramek ze zdjęciami. Na pierwszej był Justin z rodzicami a drugiej z Jeksonem swoim bratem. Wyglądali tak słodko, a drugie było jeszcze piękniejsze bo z małą Jezzy. Nie wiem dlaczego, ale uśmiechnełam się sama do siebie. Palcem przejechałam w miejscu, gdzie znajdował się Justin. Widziałam jaki był dobrym człowiekiem. Z rozmyśleń wyrwał mnie drzwoniący telefon. John. Przejechałam kciukiem bo ekranie, odbierając jednocześnie połączenie
- halo
- gdzie jesteś ? - warknął
Stary John powrócił. Już nie odzywał się do mnie tak jak
wczoraj. W dodatku, wrócił. Nie zdajecie sobie, jak serce
zaczeło mi walić.
- wracam ... od lekarza- zaczełam wymyślać
- przyjeżdżaj do domu - rzucił rozłączając się
Ręce mi drżały, gdyż wiedziałam że skończy się
to kolejnym pobiciem. Nie chciałam tak wracać..
ale jeśli tego nie zrobię znajdzie mnie szybciej niż
może się wydawać i zabije mnie i przy okazji Justina.
Może mi ktoś powiedzieć, dlaczego Bóg zgotował mi
taki los? dlaczego tak każe mi cierpieć?
Czy naprawdę zasłużyłam sobie na taki los?
Stałam zamyślona, patrząc w jeden punkt na podłodze.
Czułam że moje oczy wypełniają się słoną cieczą.
Z 'transu' w jakim właśnie się znajdowałam wyrwał mnie
Justin. Złapał mnie za rękę a ja wystraszyłam się tak
mocno, że upuściłam telefon i podskoczyłam z wrażenia.
- Sawanna- zaczął zszokowany
- przepraszam.. muszę już iść- rzuciłam pociągając nosem i
pochylając się po telefon
- co się dzieje? - zapytał łapiąc mnie za ramię
- nic- zaśmiałam się nerwowo
- widzę - powiedział stanowczo
- John przyjechał więc muszę już wracać do domu- rzuciłam
i ruszyłam w stronę wyjścia
- odwiozę Cię - rzucił
- nie! - napięcie się odwróciłam wpadając na szatyna
Szybko się odsunełam, patrząc mu w oczy.
- poradzę sobię - tłumaczyłam
- nie Sawanna, nie wiem co się stało ale nie pozwolę
Ci wrócić w takim stanie samej - złapał mnie za rękę
Czułam się bezsilnie.
- dobrze- westchnełam idąc w stronę drzwi
Szybko znaleźliwśmy się pod domem, gdzie stał już samochód Johna.
Kurwa, przecież on mnie zabije- pomyślałam
- dziękuję za wszystko- zwróciłam się do szantyna
- nie ma za co - uśmiechnął się
Odpiełam pas, wychodząc na zewnątrz.
Szłam w stronę domu ale po chwili zooriętowałam się
że nie sama. Odwróciłam się napięcie, widząc jak
Justin idze ze mną.
- co Ty robisz? - powiedziałam prawie ze łzami w oczach
- chcę porozmawiać z Johnem- rzucił , wymijając mnie
Chryste- szpenełam do siebie
Zaczynijmy może od tego że :
a) nie mam pojęcia o czym Justin chce rozmawiać
z Johnem ale do głowy przychodzi mi tylko
'zdradzanie mnie z inną'
b) John zabije mnie za ostatnią rozmowę przez telefon
c) Moje zwłoki będą leżały w rzece gdy zobaczy ze mną
Justinem
Myślałam, że wybuchnę tam płączem
- Justin, błagam nie teraz- złapałam go za rękę
- ja tylko na chwilę- rzucił idąc dalej
Widziałam, że był zły..
- Justin! błagam!- powiedziałam rozpaczona
Nie słuchał mnie. Zanim zdąrzyłam coś zobaczyć,
on był już w środku. Łzy leciały mi po policzkach.
Strach wrócił, bo John wrócił.



Cóż...
531891_533369510039590_956018808_n_large.jpg
Tagi: 10
20.04.2013 o godz. 23:00
Szybko podniosłam swoją spódniczkę do góry, nie zwracając
uwagi że Justin właśnie widzi moje koronkowe białe majtki.
- kopie- szepnełam a moje oczy zaczeły wypełniać się
słonymi łzami
Chłopak uśmiechał się szeroko a ja położyłam dłonie na
moim brzuszku.Poczułam kolejny ruch, kolejne kopnięcie.
Spojrzałam na niego, zagryzając dolną wargę.
- chcesz dotknąć? - zapytałam nie pewnie
- mogę? - oblizał nerwowo usta
Złapałam jego dłonie i ułożyłam sobie w miejscu
gdzie przed chwilią czułam kopnięcie.
Po moim ciele przeszedł dreszcz, czując jego
ciepłe dłonie na mojej skórze.
Nerwowo zagryzałam wargę, patrząc w sufit.
Jeździł swoimi dłońmi po moim brzuchu a ja coraz
bardziej rozpływałam się pod jego dotykiem.
- czułeś? - spojrzałam na niego
- tak- uśmiechnął się
- to niesamowite- powiedział masując mój brzuch
- Justin..- zamknełam oczy
- hm?
- nie wczuwaj się tak- zaśmiałam się
- dlaczego? - uśmiechnął się łobuzersko
Spojrzałam na niego i zakryłam twarz dłońmi.
Ten jednak nadal masował mój brzuch.
- u kobiet w ciąży narządy są bardziej ukrwione,
więc non stop jestem pobudzona- prychnełam
- poważnie? - zaśmiał się
- mogę dostać ograzmu jadąc autobusem- wybuchnełam śmiechem
Spojrzał na mnie uśmiechając się łobuzersko.
Miałam nadzieję, że przestanie mnie doprowadzać do
podniecenia przez te słowa, ale to co zrobił chwilę
później było.. niesamowite.
Trzymając w dłoniach mój brzuch, pochylił się
i zaczął snuć po nim nosem. Patrzałam na niego, a moje serce wymiękło myśląc, że John nigdy by tego nie zrobił.
Zaczął składać mokre pocałunki a ja poprostu odpłynełam. Jechał coraz wyżej jakby zapomniał że mam męża. Gdy znalazł się przy mojej szyi, złapałam go za kark przyciągając jeszcze bliżej.Moje nozdrza wypełnił jego piękny zapach, więc pomyślcie jak się czułam. Usiadł na mnie okrakiem zwarzając na brzuch. Składał pocałunki na mojej szczęce aż doszedł do ust. Moja kobiecość pulsowała ale co mogłam na to poradzić?
Zapomniałam o John'ie i można powiedzieć że właśnie go
zdradzałam. Jednak nie zaprzątałam sobie nim za bardzo
głowy. Zaczął delikatnie całować moje usta a ja nie byłam
w stanie mu odmówić. Delikatnie przejechał językiem po
mojej dolnej wardze a już po chwili nasze języki idelanie
ze sobą współgrały. Całując mnie, zjechał dłonią na mój brzuch, zsuwając ją jeszcze niżej do moich majtek.
Był taki delikatny, że nie myślałam już co robię.
Chciałam tego, bardziej niż kiedykolwiek.
- jesteś taka piękna- powiedział mi do ucha tym swoim
seksowynm głosem
Wszystko szło w dobrym kierunku, gdy usłyszałam jak ktoś przekręca zamek w drzwiach.
- Justin..
- hmm- wymruczał mi do ucha, nie słysząc, że ktoś właśnie wchodzi do domu
Położyłam dłonie na jego torsie i całą siłą, go odepchnełam. Szybko usiadłam na kanapie, poprawiając spódniczkę i włosy. Spojrzałam na niego a on patrzał na mnie ze zdźwieniem.
- ktoś przyszedł- szpenełam
Po salonu weszła Sofia. Moja, znaczy nasza
służąca.
- o dzień dobry Sawanna- uśmiechneła się
szeroko
Sofia miała 56 lat i pracowała u nas bo John powiedział że ja nie mogę się przemęcząc.
- hej Sofi, jak było? - odwzajemniłam uśmiech
- wszystko dobrze, widzę że masz gościa, może zrobię herbatkę ?- zapytała
- Sofia, poznaj Justina- wstałam podchodząc do niej
Szatyn również podszedł do nas i przywitał się z gosposią poprzez pocałunek w dłoń.
Wooow co to było? John zawsze witał się z nią poprzez szarpięcie dłoni a nie takim gestem jak Justin. Coraz bardziej, widziałam w nim idealnego kandytata na męża, ale zaraz, ja już go mam. Sofia poszła do kuchni robiąc kolację a ja z powrotem usiadłam na kanpie. Justin usiadł naprzeciw mnie oblizując te swoje seksowne usta.
Wziełam łyka soku, zastanawiając się co właśnie się
między nami działo.
- Sawanna..- zaczął
Spojrzałam na niego oczekująco.
- przepraszam...ja...nie mogłem się powstrzymać
- myślisz że ja mogłam ? -zaśmiałam się
Boże, czy ja to powiedziałam na głos ?!
Cholera jasna!- skarciłam się w myślach
- tzn.. poprzez moją sytuację.. - zaczełam się tłumaczyć
Uśmiechął się łobuzersko, a ja czułam ja robię się
czerwona.
- dobra to zabrzmiało głupio- prychnełam
- idziemy się przejść ? - zapytał
- tak, ale poczekaj chwilkę - uśmiechnełam się i poszłam na górę do łazienki. Spojrzałam na swoje odbicie i uśmiechnełam się szeroko. Co to było? do czego by doszło
gdyby nie Sofia? - mówił mi jeden głos, jednak
drugi nie był taki miły, jak pierwszy.
Zdradziłaś Johna, ojca swojego dziecka! - krzyczał
drugi. Mimo wszystko było warto. Przy Justinie czułam się
swobodnie, mogłam być sobą. Natomiast przy Johnie czułam się jak w klatce, więzieniu. Musnełam ciało mgiełką i zeszłam na dół.
-Sofia, idę na spacer- krzyknełam
- dobrze!
Wyszliśmy z domu, idąc chodnikiem, prowadzącym do parku
- kim jest Sofia? - zapytał
- to nasza gosposia, John zatrudnił ją bo stwierdził że
nie powinnam się przemęczać, sprzątając cały dom
- racja- uśmiechnął się
- wyjechała na 3 dni do rodziny i dziś wróciła- dopowiedziałam
- w najmniej odpowiednim momencie- szepnął myśląc że tego
nie słyszę, jednak usłyszałam to bardzo dobrze
- Justin..
- Sawanna, przepraszam trochę mnie poniosło- zatrzymał się
- nic się nie stało - uśmiechnałem się
Złapałam go pod rękę i razem szliśmy przez piękne uliczki,
ciesząc się piękną pogodą. Co ja gadam?!
Chyba ciesząc się sobą..



Mam tyle nauki i powinnam się uczyć ale piszę wam rozdział, albo zabawiam siostrzeńców. Cóż mam jeszczę całą noc xD
Nuuudzię się a nie chcę mi się uczyć... ohhh ; /
Jak myślicie co będzie dalej ? ASK
bieber-teen-vogue_20_287_29_large.jpg
Tagi: 9
14.04.2013 o godz. 17:35
Pierwszy raz obudziłam się uśmiechnięta i wyspana.
Wstałam z uśmiechem na twarzy i poszłam wziąść
orzeźwijący prysznic. Czekoladowy balsam wypełnił moje
nozdzrza sprawiając że miałam ochotę go zjeść.
Policzek był już w dużo lepszym stanie i łatwo
zakryłam go podkładem. Perfekcyjne kreski, podkreślające
moje duże oczy. Do tego wydłużyłam tuszem długie
rzęsy a usta musnełam różową pomadką. Włosy wyprostowałam i lekko natapirowałam robiąc mały nie ład na głowie. Spryskałam ciało ulubionym perfumem i założyłam zestaw . Czułam się cudownie, jakby nowo narodzona. W końcu nie widziałam twarzy Johna od praktycznie 2 dni i to sprawiało mi największą radość. Zeszłam na dół i usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam do drzwi, łapiąc za klamkę i otwierając je. Zobaczyłam uśmiechniętego Justina z dwoma
butelkami marchwiowego soku- marvit i paczką
maślanych rogalików.
- chcesz żebym się jeszcze bardziej roztyła- zaśmiałam się
- odrazu roztyła- zaśmiał się wchodząc do środka
- wyglądasz dziś...- oblizał usta mierząc moje ciało z
góry do dołu
- ślicznie- powiedział po chwili
Pocałowałam go w policzek i powiedziałam
ciche "dziękuję"
- dziś poświęcę się dla Ciebie - zaśmiał się wchodząc do salonu
- czyli ?- zmarszczyłam brwi, siadając na kanapie
- wypije z Tobą ten sok- wybuchnął śmiechem machając mi
butelką przed nosem
- hahah poczujesz mój ból- zaśmiałam się i wziełam od niego
butelkę z sokiem
- dobra kto pierwszy- zaśmiałam się odkręcając nakrętkę
- a jak wygram to co ? - zaśmiał się
- nie wiem, wymyśl coś- prychnełam
- ale z góry Ci mówię że nie wygrasz- dodałam uśmiechając się
- taaaa, jeszcze zobaczymy- prychnął
- jak wygram to chcę buziaka- zaśmiał się
- dobra, a jak ja wygram to masujesz mi stopy- zaśmiałam się
- dobra- prychnął
Stukneliśmy się butelkami i patrzeliśmy sobie w oczy.
- gotowa? - powiedział poważnie
- start- rzuciałam i szybko wessałam się w butelkę
Skrzywiłam się na smak czystej marchwi ale nie zwracałam
na to uwagi tylko piłam dalej.
Justin wypluł zawartość już po pierwszym łuku.
Sama się oplułam i wychuchnełam śmiechem widząc
jego reację. Nie mogłam się opanować a z moich
oczu wypływały łzy.
- ja Ty to możesz pić?!- zapytał obużony
Nic nie powiedziałam tylko dalej śmiałam się jak głupia.
- to jest obrzydliwe- powiedział z obrzydzeniem
- ale zdrowe Justin, to dużo witamin dla dziecka- tłumaczyłam z uśmiechem
- będziesz cudowną matką- powiedział uśmiechając się słodko
Spuściałam głowę myśląc jakie będzie miało życie z ojcem
tyranem, bo taki człowiek jak John nie zmieni się na
pstryknięcie palcem.
- dobra, dawaj te rogale- rzuciłam uśmiechając się
- proszę- zaśmiał się dając mi tależ
Jadłam oglądając z Justinem program o modelkach
- ale brzydka- rzucił jedząc bułkę
- która ? -zapytałam z pełną buzią
- ta w tym czerwonym stroju - dodał
- trochę ma ... dziwną twarz- powiedziałam poważnie
patrząc na telewizor
- Ty byś się tam nadawała - powiedział poważnie
- yhym szczególnie z tym brzuchem- jęknełam
- cholernie seksowna mamuśka z brzuchem- spojrzał na mnie
Zagryzłam nerwowo wargę i poczułam jak moje policzku robią się czerwone. Usłyszałam jak dzwoni mi telefon więc wstałam i stanełam zasłaniając mu ekran. John
- halo
- cześć żonko- rzucił
Przerzuciłam oczami, wiedząc że zaraz usłyszę pare
oblegów w moją stronę.
- cześć- rzuciłam od nie chcenia
- co robisz? - zmarszczyłam brwi nie wiedząc
o co mu chodzi i dlaczego jest taki miły?
- oglądam telewizję ? - powiedziałam nie pewnie
- to dobrze- rzucił
O co mu chodzi do cholery?! Czyżby zrozumiał
swój błąd?! Chce się zmienić ?
- Sawanna...- ciągnął
- słucham...
- przepraszam...- usłyszałam po chwili
- skąd... skąd ta zmiana ?- zapytałam nie pewnie
- zrozumiałem ... przepraszam że cierpisz.. przeze mnie -
miałam wrażenie że mówi to szczerze ale nagle by
go oświeciło ?
- wiesz... -ciągnełam gdy usłyszałam damski głos
w oddali
* Skarbie idziesz? ile mam na Ciebie czekać ?!*
- skarbie- prychnełam
- Sawanna to nie tak- powiedział stanowczo
- a jak ? kurwa jak John? - powiedziałam ze łzami w oczach
- kończe z tym -
- jasne, kończysz z tym od dłuższego czasu- prychnełam
- nie Sawanna, mówię prawdę- dodał
- nie wierze Ci, nie wierze Ci od 2 lat ... co Ty robisz?
zastanawiałeś się nad tym jak mnie krzywdzisz?
jak krzywdzisz nasze dziecko ? jestem w ciągłym stresie,
ciągłym - łzy zaczeły spływać po moich policzkach
- przepraszam-
- wiesz gdzie możesz wstadzić te swoje przepraszam?
głęboko w dupę! co zrobiłeś ostatniej nocy? pamiętasz?
czy Ci przypomnieć!?- wrzeszczałam nie zwracając
uwagi na wzrok Justina
Cisza nic nie odpowiadał.
- ludzie każą mi uciekać, uciekać od ciebie- przetarłam
spływające łzy
- jesteś tylko moja
- nie John, tracisz mnie każdego dnia
- nie pozwolę żebyś odeszła
- ja nie chcę odchodzić ale sam mnie do tego zmuszasz
- kocham Cię
- dlatego to robisz ?
- ja...poprostu nie kontroluję złości
- dlatego wyżywasz się na mnie? a potem będziesz
to robił na dziecku ?
- nie, zmienie się- powiedział po dłuższej chwili
- jasne- rzuciłam po czym się rozłączyłam
Spojrzałam na szatyna a ten podszedł do mnie i wtulił mnie
w swoje ramiona.
- pomóż mi - szepnełam i mocno przycinełam do swojego ciała
- co się dzieje ? - spojrzał na mnie z niepokojniem
- zdradza mnie- usiadłam na kanapie
- ja Cie zdradza?! jak można zdradzać Ciebie!? - nie mal wrzasnął
- widocznie można.. okay, wiem że nie jestem idelana i mam sporo wad ale staram się Justin, staram się być dobrą żoną
- jesteś idelana Sawanna, śliczna, mądra nie rozumiem jak można Cię tak traktować .. ?! - patrzał na mnie z wielkim ździewieniem
- nie jestem idelana- powiedziałam i położyłam się na kanapie
- dla mnie jesteś idelana- powiedział kucając i łapiąc moją dłoń
Spojrzałam na niego a chęc rzucenia mu się w ramiona wzrastała z każdą minutą, nie wspomną już o chęci pocałowania go.Głośno westchnełam i spojrzałam w sufit.
- w co ja się wpakowałam Justin? on kiedyś taki nie był...
kochał mnie, opiekował się i troszczył a teraz ..
- skoro tak się dzieje to dlaczego nie odejdziesz?
- to nie takie proste ..- powiedziałam nie patrząc na niego
Szatyn coś do mnie mówił jednak nie słuchałam go gdyż
poczułam coś niezwykłego. Poczułam pierwszy ruch.
- Justin... - spojrzałam na niego przerażona


Test poszedł krytycznie ale pomińmy ten fakt. Wybaczcie ale jutro dadam na power of love, teraz marzę o śnie .. KOCHAM WAS BARDZO I DZIĘKUJĘ ZA TE WSZYTSKIE KOMENTARZE . Pytania ? askujcie
555777_535343269842214_1501977116_n_large.png
Tagi: 8
11.04.2013 o godz. 22:48

Do domu wpadła przerażona Jasminne.
- nie wiedziałam że tak szybko przyjedziesz- powiedziałam
lekko się uśmiechając
Mocno mnie przytuliła a ja natychmiast odwzajemniłam
uścisk. Z Jasminne znamy się od dziecka a teraz gdy przeprowadziałam się do Los Angeles, mamy możliwość tylko rozmowy telefonicznej lub przez internet. Przyjaciółka właśnie przyjechała do LA załatwić sprawy związane z pracą i po drodzę mnie odwiedziła.
- Sawanna on Ci to zrobił? - zapytała przerażona
Kiwnełam twierdząco głową gdyż, wiedziała o moich problemach
z Johnem więc po co to przed nią ukrywać?
- musisz uciekać- powiedziała spokojnie
Złapałam ją za rękę i zaprowadziłam do salonu, siadając
na kanapie.
- nie Jass, nie mogę to zbyt ryzykowne..- ciągnełam
- zbyt ryzykowne?! chyba żartujesz! on Cię wykończy !- wrzasneła
- a gdy ucieknę to mnie zabije- warknełam
- pomogę Ci - złapała mnie za dłoń
- Justin też mi to mówi - rzuciłam, spuszczając wzrok
- Justin? - zmarszczyła brwi
- ahh zapomniałam Ci powiedzieć- zaśmiałam się
- Justin Bieber ?!- wrzasneła jeszcze głośniej
Opowiedziałam jej całą historię a ta zaczeła się cieszyć
jak małe dziecko. Powiedziała, że powinnam powiedzieć Jusowi
o John'nie bo jest on moją najbliższą tu osobą, której ufam.
Jednak ona nie rozumie zupełnie niczego. Nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. Wiem jednak że moje przebywanie u boku Johna jest cholernie niebezpieczne ale ucieczka jest jeszcze gorsza.
- i mówisz, że Justin pomógł Ci ściągnąć sukienkę? - zaśmiała się
- nie zdajesz sobie sprawy jak mnie opinała, sama bym się z niej
nie wydostała- prychnełam
- no no no, sprytnie Sawanna- zaśmiała się
- Jassmine!- rzuciłam nią poduszką
- ja tego nie planowałam!- zaśmiałam się
- powiedzmy że Ci wierzę- wybuchła śmiechem
- ohh- jęknełam, sięgając po kolejnego chipsa
- Boże ile Ty jesz!- zaśmiała się
Przerzuciłam oczami udając, że tego nie słyszę.
- a tak na marginesie, to jaki on jest ? i nadal jest tak
zabójczo przystojny? - zapytała uśmiechając się
Zagryzłam wargę przypominajac sobie Justina w garniturze.
- A więc.... jest cholernie przystojny, ma zawsze idelanie ułożone włosy, piękne duże brązowe oczy w których można dosłownie utonąć- zaśmiałam się
- Jego opuszczone spodnie doprowadzają mnie do... ohh nie mogę- prychnełam śmiechem
- czyli tak zwany kisiel w gaciach? - wybuchła śmiechem
- dosłownie! a ja jeszcze mocniejszy bo wiesz .. ciąża- również wybuchłam niekontrolowanym śmiechem
- a charakter? - zapytała uspokajając swój śmiech
- Cudowny poprostu... jest strasznie... opiekuńczy.
Wiesz co było najlepsze? że źle poczułam się na tym bankiecie i prawie tam zemndłałam więc położyłam dłoń na jego ramieniu a on odrazu objął mnie w talii i pytał czy wszystko w pożądku a John rzucił "nic jej nie będzie" i poszedł, zostawiając mnie samą. Dzięki Bogu, że Justin tam był bo bym padła trupem- powiedziałam poważnie
Jak mnie przytula to czuje się tak...bezpiecznie, rozumiesz? - spojrzałam na nią
- Rozumiem. Byłby idelany dla Ciebie huh?- uśmiechneła sie szczerze
- Ja byłam tak głupia, że pozwoliłam dojść do takej sytuacji- zaśmiałam się
czując jak pojedyncza łza spływa po moim policzku
- nie mów tak Sawanna, to nie Toja wina... kiedyś John nie był taki- pocieszała mnie
- no właśnie nie był... dlaczego tak się stało ? był taki kochany, opiekuńczy.. a teraz?
bije mnie- zaczełam płakać
- co jeśli nie zmieni się i będzie bił nie tylko mnie ale też nasze dziecko?-szepnełam
- uciekaj- wyszeptała mi do ucha
- zawsze Ci pomoge i Justin napewno też- mocno mnie przytuliła
Może to Bóg zesłał mi Justina, by mi pomógł w walce z Johnem? Może to jest ten moment na zakończenie mojego horroru? Z rozmyśleń wyrwała mnie Jasminne mówiąca że musi się zbierać.
- dzwoń w każdej chwili i jeśli podejmiesz decyzję o ...to przyjadę w każdej chwili wystarczy jeden telefon Sawanna, a razem z Nickiem będziemy Ci pomagać- tłumaczyła
- dziękuję- dodałam i odprowadziłam ją pod drzwi
Resztę dnia spędziłam na siedzeniu przed telewizorem, oglądając jakieś durne proglemy i filmy. John napisał mi sms'a że wyjeżdża do Włoch na 3 dni i żebym była "grzeczna" bo jak czegoś się dowie to źle to się dla mnie skończy. Zmyłam niepotrzebny makijaż a siniak oraz ranę posmarowałam
maścią by opuchlizna jak najszybciej zeszła z mojej twarzy.
Położyłam się wygodnie w łóżku, wiedząc że mogę przez dwie noce spać spokojnie i nic mi się nie stanie. Była już 20 więc ponownie włączyłam telewzior, oglądając film "Kac Vegas". Poczułam jak mój telefon wibruję.
Justin. Boże on naprawdę się o mnie martwi- pomyślałam
- hej- odebrałam
- hej kochana jak tam? udały się plotki z przyjaciółką? - zaśmiał się
- oj tak- również się zaśmiałam
- a Ty załatwiłeś chociaż część swoich spraw?- zapytałam
- tak, w jeden dzień a myślałem że zajmnie to wieczność
- cieszę się - rzuciłam
- ja też- zaśmiał się
- a jak maluszek?- zapytał
Słodki na maxa i taki kochany- pomyślałam
- ma się dobrze- zaśmiałam się
- a mamusia? - zapytał a ja mogłam się założyć że w
tamtym momencie się uśmiecha
Mamusia może dziś spać spokojnie- pomyślałam
- dobrze-rzuciłam
- napewno? wiesz...mogę przyjechać
Proszę przyjedź- pomyślałam ale zaraz przypomniałam sobie
o moim pięknym policzku.
- przepraszam Cię ale jestem zmęczona i mam ochotę zapaść
w jakiś sen zimowy - zaśmiałam się
- jasne, ale jutro muszę Cię zobaczyć- powiedział poważnie
Zagryzłam wargę słysząc jego słowa. To że mi się
strasznie podobał było normalne a sposób w jaki się do mnie
zwracał jeszcze bardziej potwierdzał że strasznie mi na nim
zależy.
- ja Ciebie też- powiedziałam
- ale napewno nie tak jak ja- rzucił
Uśmiechałam się szeroko słysząc jego słowa
- skąd ta pewność? - zagryzłam wargę czekając na odpowiedź
Zaśmiał się mówiąc:
- wiem to
- nic nie wiesz Justin- szepnełam
- liczę że jutro mi powiesz- powiedział a po moim
ciele przeszła gęsia skórka
- może..- ciągnełam
- może to wiesz... - zaśmiał się
- nie, nie wiem i liczę że mi powiesz-zaśmiałam się
- może kiedyś- powiedział poważnie
- czekam- zaśmiałam się
- oj Sawanna- prychnął
- Justin...- nie wiem dlaczego ale chciałam, żeby
zabrzmiało to jak najbardziej seksownie
Zakaszlnął po czym powiedział
- dobra to ja lepiej już kończe- zaśmiał się
- dobrze, to do jutra?
- jasne skarbie - w tamtym momencie to mało się
nie posikałam
- dobranoc kochanie- powiedziałam poważnie
- dobranoc śliczna- odpowiedział i czekał aż się
rozłączę jednak ja też na to czekałam
- rozłącz się- zaśmiał się
- ty się rozłącz- rzuciłam ale w głębi nie chciałam
kończyć tej rozmowy
- jest John ? - nagle zapytał
- nie ma-
- a gdzie jest?
- wyjechał i nie chcę o nim rozmawiać
- to może jednak przyjdę ? sama chcesz siedzieć ?
- chyba chciałeś powiedzieć spać- zaśmiałam się
- mogę dotrzymać Ci towarzystwa- powiedział poważnie
Zagryzłam nerwowo wargę czując jak moje poczliczki
robią czerwone
- dam radę - dodałam wiedząc że sprowadzenie go tu
skończy się pytaniami "on Ci to zrobił?!"
Nie potrzebowałam tego w tamtym momencie
- no nie wiem- zaśmiał się
- Justin...jestem zmęczona, jutro pogadmy co?
- no dobrze, ale jak co to dzwoń będę w każdym
momencie- upewnił mnie
- dobrze i dziękuję-
- dobranoc Sawanna
- dobranoc Justin- po czym się rozłączyłam
Całą noc myślałam o nim i o mojej przyszłości.
Zasnełam wiedząc że po raz pierwszy się wyśpię.
534031_533319706711237_299873358_n_large.png
Tagi: 7
06.04.2013 o godz. 18:48
***
Obudziło mnie sarpnięcie a raczej uderzenie w twarz
- wstawaj szamto!- usłyszałam krzyk Johna
Odrazu zerwałam się na równe nogi i rozglądałam na około
szukając wzrokiem Justina. Na marne nigdzie go nie było, więc pewnie poszedł do siebie. Serce waliło mi jak młotem, gdy zauważyłam Johna, gapiącego się na mnie.
- miałaś się jakoś ubrać- rzucił
- dla Ciebie?- prychnełam ale po chwili pożałowałam tych słów
Podszedł do mnie i uderzył mnie w ten sam policzek co 2 dni temu. Rozrywając starą już rane, poczułam jak krew cieknie mi po szyi.
- nieczego się nie nauczyłaś- warknął
Patrzałam na niego z obrzydzeniem i wycierałam krew z twarzy
Szarpnął mnie za nadgarstek i zaciągnął na górę do naszej sypialni. Rzucił mnie na łóżko i zdarł wszystkie ubrania.
Dławiłam się własnym płaczem. Gwałcił mnie z dziką pasją.
Nie krzyczałam bo po co ? przecież i tak nikt mnie nie usłyszy. Jedynie co mogłam robić to czekać aż skończy i da mi spokój, który i tak nie trwał zbyt długo. Wstał i poszedł do łazienki. Leżałam tam naga, posiniaczona, zakrwawiona, zaryczana. Musiałam uciekać ale to byłoby jeszcze gorsze rozwiązanie. Czułam ukłucie w podbrzuszu gdy próbowałam się podnieść. Ignorowałam go i ubrałam na siebie poprzednie rzeczy. Usłyszałam jak telefon dzwoni na dole, więc ostrożnie zeszłam na dół. Każdy ruch sprawiał mi bół. Gdy w końcu doczołgałam się na kanapę, nie patrząc kto dzwoni odebrałam go
- halo- powiedziałam łamiącym się głosem od płaczu
- Boże Sawanna co się dzieje? - usłyszałam osobę której ufałam najbardziej na świecie
- nic- rzuciłam, starając się mówić normalnym głosem
- przecież słyszę- warknął
- obudziłeś mnie dlatego - wymyśliłam
- przepraszam-
- nie szkodzi- położyłam się na kanapie
- ał -jęknełam, gdy dotknełam krwawiącego policzka
Szybko się zerwałam i poszłam do łazienki, którą mieliśmy
na parterze
- zaraz tam przyjdę, jak mi nie powiesz- zagroził
- ukuło mnie w plecach- wymyślałam coraz to głupszą wymówkę
- Justin muszę kończyć- rzuciłam widząc swoje odbicie
- dobrze, to dobranoc- powiedział tym seksowym głosem
- dobranoc- odpowiedziałam i szybko się rozłączyłam
- Chryste- szepnełam
Moja twarz była cała pomazana krwią, spływającą z rociętej rany. Przemyłam ją szybko zimną wodą ale sinak był
giganytyczny. Jak ja się teraz ludziom pokaże? !- pomyślałam
Wyciągnełam szybko z apteczki jakieś maście i zaczełam
nimi smarować obolałe miejsce.
- wychodzę!- krzyknął a ja aż podskoczyłam przerażona
- żadna nowość- szepnełam
- mówiłaś coś ? -warknął wchodząc do łazienki
- miłej zabawy z Katy- uśmiechnełam się sztucznie
- a dziękuję przyda się- zaśmiał się i wyszedł
Z moich oczy wylatywały łzy. Miałam ochotę zadzwonić
do Justina i poprosić żeby przyszedł i mnie ratował.
Ale po co? John jeszcze wyżyłby się na nim a potem na mnie.
Koło się zatacza, nie ma już ucieczki. Jestem sama z wielkim
problemem.

***

Obudziłam się rano z wielkim bólem głowy. Wstałam i odrazu
wbiegłam do łazienki. Moja twarz była praktycznie cała spuchnięta. Polik był cały siny aż fioletowy i rozcięty na 4cm. W oczach pojawiły się łzy ale nie pozwoliłam im wypłynąć. Wróciłam do sypialni i położyłam się do ciepłego łóżka. Nie miałam ochoty nigdzie wychodzić w takim stanie.
Zwykły puder, podkład czy korektor by tego nie zakrył.
Poczułam jak pod poduszką wibruje telefon.
Justin. Cholera i co teraz? a jak będzie chciał przyjść ?
Myśl, Sawanna, myśl. Zaraz. Przecież dziś przyjeżdża do mnie
Jasminne. Dobra mam wymówkę.
- halo-
- hej śliczna- usłyszałam jego głos, bez który nogi się
podemną uginały
- hej piękny- zaśmiałam się
Usłyszałam jak się śmieje a na mojej twarzy pojawił
się szeroki uśmiech.
- jesteś dziś wolna? - zapytał
- przyjaciółka do mnie przyjeżdża- odpowiedziałam
- ohhhh- jęknął
- zobaczymy się jutro jeśli chcesz ..- ciągnełam
- to oczywiste że chce- zaśmiał się
Jeny, gdyby nie to że jestem w ciąży i mam męża sadystę
to pewnie rzuciłabym mu się na szyję, ale cóż...
- to widzimy się jutro ? - zapytałam, uśmiechając się
sama do siebie
- jasne, to trzymajcie się- zaśmiał się
- hah dzięki,paa
- no paaa słońce- odpowiedział a ja zagryzłam wargę,
rozłączając się
Już nikt dawno się tak czule do mnie nie zwracał.
Od Johna słyszę stale epitety typu "suka", "szmata".
Spojrzałam na wyświetlacz a tam 10.06 więc wstałam i
wybrałam zestaw . Wziełam prysznic i nałożyłam tonę podkładu, korektora żeby chociaż trochę zakryć sinaka. Podkreśliłam oczy kreską eyelinerem i tuszem do rzęs. Zeszłam na dół i zjadłam śniadanie. Usłyszałam dzwonek do drzwi, więc szybko poszłam
je otworzyć.
- Boże Sawanna!





Na resztę blogów dodam później bo teraz lecę do szkoły. Jeśli to przeczytacie to zostawicie komentarz i dziękuję za wszystko ;* ask
543823_574790855874236_13977520_n_large.jpg
Tagi: 6
04.04.2013 o godz. 08:50
Wstałam i poszłam na górę po schodach
- to chodź- krzyknełam
Weszłam do sypiani i wyciągnełam dresowe, któtkie
spodenki i białą bokserkę.
Szatyn wszedł do środka i bacznie mi się przyglądał.
- rozpinaj- rzuciłam i odwróciłam się do niego tyłem
Położyłam dłonie na talii i poczułam jak delikatnie
dotyka mojej szyi chcąc odgarnąć włosy na jedną stronę.
Złapał za zamek i bardzo powolnym ruchem, ciągnął go w
dół. Moja strefa intymna pulsowała ale to normalne u
kobiet w ciąży w takich sytuacjach, chyba...
- proszę- powiedział tym seksownym głosem
-dzięki - uśmiechnełam się lekko i spojrzałam na niego
dajac mu znak żeby wyszedł bo chcę się przebrać
Jednak on stał i mierzył mnie wzrokiem. Widziałam w
jego oczach pożądanie ale sama nie byłam lepsza
bo w głowie miałam różne obrazki.
- Justin..- szpenełam
- sorry-zaśmiał się i wyszedł
Szybko zrzuciłam z siebie sukienkę i brałam spodenki i
bluzkę. Przejrzałam się jeszcze w lustrze sprawdzająć czy
jakiś siniak nie jest wodoczny. Były na udach.
Szybko wyciągnełam z szafy luźne dresowe spodnie,
zakładając je. Po raz ostatni na siebie spojrzałam i gdy
nie zauważyłam już żadnej widocznej skazy, wyszłam.
Zeszłam na dół po schodach i zauważyłam jak Justin ogląda
telewziję.
- odrazu lepiej- zaśmiałam się
Szatyn spojrzał na mnie oblizując usta. Bóg wie o czym
własnie myślał. Usiadłam obok a on przyglądał mi się
uważnie i nie reagował na moje słowa.
- Justin..- pomachałam mu dłonią przed oczami
- przepraszam zamyśliłem się- rzucił, wiercąc sie na kanapie
- o czym tak myślałeś ? - zapytałam biorąc łyka soku
- co?- zaśmiał się - nie nic- prychnął śmiechem
- okay...- powiedziałam lekko zmiesznana
Oparłam się o ramie szatyna i razem z nim oglądałam film
akurat o nieszczęśliwej miłość.
- głodna jestem- stwierdziłam
- co byś zjadła? - zaśmiał się, gładząc moje włosy
- hmm... ogórki kiszone- zaśmiałam się
Chłopak wybuchnął śmiechem
- ej! nie śmiej się!- krzyknełam oburzona
Wstałam i poszłam do kuchni. Wyciągnełam słoik
ogórków, które Sofia zakisiła przed swoim wyjazdem. Szatyn wszedł do kuchni i przyglądał mi się uważnie. Wyciągnełam ogórka i zaczełam go jeść a drugą grzebałam w szafce, szukajac żelek. Justin turlał się dosłownie ze śmiechu.
- jestem w ciąży!- krzyknełam oburzona
- okay, okay- uniósł dłonie w geście obronnym
- daj jednego - zaśmiał się
Podeszłam i włożyłam mu ogórka do buzi.
- dobry- zaśmiał się
- oj Justin nooo, przestań- jęknełam
- nawet nie wiesz jakie mam zachcianki- zaśmiałam się
- to mi powiedz, pomogę Ci je spełnić- zaśmiał się
- oj lepiej nie- prychnełam śmiechem, idąc do salonu
Usiedliśmy na kanapie a ja zaczełam jeść żelki.
- Sawanna... mogę Cię o coś zapytać? - zaczął
- jasne- uśmiechnełam się
Usiadł tak by mieć moją twarz naprzeciw.
- dziś na tym bankiecie, jak złapałem cię... powiedziałaś
"nie udawaj kochającego męża"... wybacz że wtrącam się
w Twoje życie ale zaczynam się niepokoić- tłumaczył
No to teraz mnie zatkało. Fakt nie kontrolowałam się i tego
co mówię. Ale było to spoowodowane nienawiścią, którą
daże Johna. Za to wszytsko co mi robił, jak mnie bił,
gwałcił czy wyzywał.
- już Ci mówiłam, dziś jest zły dzień poprostu- starałam się
brzmieć w miare przekonująco
Chłopak głośno westchnął i dalej oglądał film
- a ta umowa? - zapytał po chwili
- słuchaj...- usiadłam, mając z nim dobry kontakt wzrokowy
- Ty mi kiedyś pomogłeś więc i ja Tobie pomogę, John nie jest uczciwy w stusunku do swoich klientów a z racji iż zależy mi na Tobie, nie chciałam, żeby wydoił Cię z kasy tak jak innych, on jest sprytnijeszy niż się wydaję i dobrze Ci radzę niczego nie podpisuj, w szczególności jak chodzi o mojego męża- tłumaczyłam
- Sawanna ale skoro on oszukuje też innych to przecież ludzie się o tym dowiedzą...
- nie Justin, owszem dowiadują się jak mają już czyste konto, ale John robi wszystko po cichu tak jak robił to jego ojciec. Ma wszystko dokładnie zaplanowane i ma ludzi, którzy mu pomagają, jeśli ktoś będzie chciał go ostarżyć to i tak nie wygra- tłumaczyłam
- dlaczego mi to mówisz?- zapytał
Spojrzałam na niego z wielką nadzieją ale i strachem bo jak nie podpisze tej umowy to John mnie dosłownie zabije.
- nie chcę żebyś miał problemy i stracił pieniądze na które tak cieżko pracujesz- nerwowo poprawiłam włosy
- dziękuję- powiedział patrząc mi w oczy i łapiąc moje dłonie
Głośno westchnełam bojąc się tego co będzie jak John wróci do domu. Na samą myśl w moich oczach pojawiły się łzy.
- hej, płaczesz? - zapytał podnosząc mój podbrudek
- nie- szepnełam
Usłyszałam jak w mojej torebce dzwoni telefon.
Na wyświetlaczu widniał napis "John"
Zakryłam dłonią usta, czując jak oczy wypełniają się łzami.
Wypuściłam powietrze z ust i nacisnełam zieloną słuchawkę.
- halo- powiedziałam, siadając obok szatyna
- gdzie jesteś szmato?!- krzyknął a ja myślałam że tam
wybuchnę niekontrolowanym płaczem
- w domu - wyjąkałam
- powiedziałaś coś Bieberowi ?!- warknął
- nie, niby co? - udawałam głupią
- już ty kurwa wiesz co- warknął
- nie wiem o czym mówisz..- ciągnełam
- Boże z kim ja żyję- jęknął
- teraz jestem dla Ciebie ciężarem tak? a jak 2 lata temu
charowałam żeby spłacić kredyt bo Ty leżałeś dupą
do góry to inaczej się do mnie zwracałeś!- nie mal krzyknełam
- suka, pożałujesz tych słów !- krzyknął
Czułam że to się źle skończy. Znowu nie kontrolowałam słów, ale najgorsze było że powiedziałam to przy Justinie.
Trudno. Coś wymyśle, przecież jestem w tym dobra- pomyślałam
- to nie nowość John- rzuciłam, przykładając dłoń do czoła
- trzeba Ci przyciąć ten język, bo na Twoim miejscu bym uważał
na słowa- zakpił
Poczułam jak po moim policzu spływa pojedyncza łza
- dlaczego to robisz? - szepnełam
- powiem Ci wieczorem, ubierz się seksownie- zaśmiał się i rozłączył
Opadły mi ręce. Wiedziałam że tej nocy znowu mnie zgwałci.
Cała się trzęsłam więc Justin odrazu mnie objął.
- Sawanna masz mi natychmist powiedzieć o co chodzi- warknął
Położyłam głowę na jego ramieniu i zamknełam oczy z których
wypływały słone łzy.
- idź już- szepnełam
- nie, dopuki nie powiesz mi prawdy- gładził moje włosy
Czułam się tak bezpiecznie w jego ramionach.
- nie mam na to siły Justin, poprostu od dłuższego czasu
nam się nie układa..-ciągnełam
Czułam jak pocałuje mnie w czoło, dając mi poczucie bezpieczeństwa. Jeszcze mocnej wtuliłam się w jego tors a on okrył nas kocem. Zasnełam w jego ramionach.




Teraz idę pisać na power of love bo chcę dodać dziś rozdziały na wszystkie blogi, gdyż jutro szkoła i wiecie jak to jest... Dziękuję za te komentarze i czytając je postanowiłam nie przerywać tylko dalej pisać tą historię ;D
f1825814001de3fe50940a15.png
Tagi: 5
02.04.2013 o godz. 21:08
highhopes
HighHopes
O mnie: Znacie mnie napewno gdyż prowadzę już dwa blogi, ale co tam dwa, jade trzeci ;p Mam nadzieję, że Wam się spodoba. www.truelovestory.bloblo.pl www.poweroflove.bloblo.pl
statystyki